Tablica korkowa:


Nie ma u mnie zasady FAV ZA FAV i KOM ZA KOM, jasne?
- - - - -
Dobra. Kiedyś powiadamiałam, ale teraz mi się wydaje to zupełnie bezsensowne. Będę powiadamiać, ale... hmm.. cóż, tylko osoby, których komentarze pojawiły się pod poprzednią notką (tak jak Juchise!). Nie chce mi się chodzić po blogach i wklejać komentarze. A poza tym mylog się psuje==.
- - - - -
Ten avatar, który JA mam NIE należy do mnie. Należy on do oxi-moron.deviantart.com. Jeśli chcecie mieć taki, musicie się jej spytać o zgodę. Ja mam jej pozwolenie. Jak zobaczę ten avatar na czyimś blogu, to ostrzegam, że powiadomię właściciela o kradzieży.
- - - - - - -
This avatar doesn't belong to me. It belongs to oxi-moron.deviantart.com. If you want to have it, you must first ask HER for permission. I do have HER permission. If I would see THIS vatar on someone else's blog be sure, that I would immediately inform thw owner. I warned you.


XXXI >> sobota, 29 listopada 2008 12:54:15
Powiem Wam coś zabawnego.

Nie mam najmniejszego pojęcia, o co mi chodziło w poprzedniej notce =='. Serio. I muszę chyba teraz nazmyślać coś nowego, bo za Chiny (u heh heh... uwielbiam to powiedzenie. Zwłaszcza, że nikt nie myśli, żeby Chinka znała to... urocze powiedzonko) nie mogę sobie przypomnieć. Czytam raz, drugi i trzeci. Ale blank. 'v gotta no idea, buddy.
So, I thought of erasing this chapter, but 'm too lazy to write a new one.

I tak sobie pomyślałam i... JEA! Kontynuuję. Ale uprzedzam, to może nie mieć sensu^^.

Piszę przy, uwaga... MICHAEL JACKSON KING OF POP PRZEBOJE WYBRANE PRZEZ POLSKICH FANÓW.

Od dzisiaj Ayakuń się utożsamia z Polskimi fanami^^.

- - - - -

-Złą i gorszą? - powtórzył jak echo Kakashi.
-Owszem, złą i gorszą - uśmiechnęła się krzywo Tsunade. Z nimi zawsze było wiele kłopotów. Jak nie wiecznie rycząca Kikyo, to wiecznie niezadowolony Kakashi. Oni byli taacy wieczni.
-Może najpierw gorszą, aby mi się polepszył humor, kiedy usłyszę złą - mruknęła Kikyo.
-Tak. Więc... umm... - Tsunade nie umiała jej tego powiedzieć. To jak odebrać malarzowi sztalugi. Rybom wodę. Mieczowi pochwę. Oni stanowili całość. Jak ona, Hokage, co z tego, że Hokage!, ma im to powiedzieć? NO JAK?!
-Może pani napisze - zaproponował Kakashi.
-Nie. Powiem. Po prostu wam powiem, bo nie ma innego sposobu - nie dbali o to, że Tsunade plotła trzy po trzy, cały czas się powtarzając. Wlepili swoje oczy w kobietę, która przecież była liderem! Była kimś... kimś... kto wie, co robić. Hokage zawsze wiedzą - Wy... - wyłamywała sobie palce, uśmiechając się nieco wstydliwie. Bo to wstyd, że nie umiała ich uratować - To znaczy... Kikyo... eee... - jąkała się jak nastolatka. Co to znaczy? Gdzie jest prawdziwa Tsunade?! - nie... eee... ty już nigdy... nie będziesz... zdolnadowalki.
-Słucham? - spytała się uprzejmie blondynka.
-Nie... nie jesteś... po prostu jesteś shinobi kategorii... N - Kategoria N. To było najstraszniejsze dla jakiegokolwiek ninja usłyszeć te dwa słowa. Kategoria N. Nie nadaje się do walki. Jest tylko ciężarem. Niezdolna do walki. Niepotrzebna. Nieużyteczna. Spisana na straty...?
-To jest... zła, czy gorsza? - słaby głos Kakashi'ego przerwał ciszę. Ale nikt mu nie odpowiedział.

- - - -

Kikyo spoglądała na swoje ręce z przerażeniem. Na te dłonie, które zamordowały tyle ludzi. Na te dłonie, które umiały pieścić, kochać, naprawiać, przytulać.
Oczy rozszerzyły się do niewiarygodnych rozmiarów. Ale nie wyglądało to śmiesznie. Był to szok. Niemal każdy shinobi tak reagował. Nie płakała, bo p co płakać? Poczuła się okropnie.
Jej choroba. Wszystkiemu winna jej choroba! Krzyczała w myślach. Nie chciała zrozumieć, że już nie pozwolą jej dotknąć żadnej broni. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że zaraz... zaraz... pewnie zabiorą ją do sali N. Wszystko na N. Niezdolna do walki. Nieużyteczna. Zabiorą ją. Przeszukają ją, odbiorą zwoje, odbiorą broń. Tylko pozostały jej techniki i dobra wola.

Shinobi kategorii N nie byli całkowicie nieużyteczni. Pomagali innym, pracowali w wioskach. Byli połową ludności pracującej na potrzeby wioski. To znaczy, ci wszyscy piekarze, lekarze, sklepikarze... też kiedyś byli ninja. Nie każdy, oczywiście, ale jakaś część. Posiadali broń w domu. Po kilku latach, tzw. "dobrego zachowania" dostawali broń. Większość jednak nie chciała się pogodzić. Zero misji, nic.

Kikyo nie widziała siebie w roli kwiaciarki, czy sklepikarki. Była córką Yellow Flash of Konoha! Sama miała przydomek Speed Goddess. Ale już nikt jej nie skojarzy z tym imieniem. Będzie tylko nic nie znaczącą ciocią Namikaze.

Nie! Musi być jakieś wyjście.

Wszystkiemu winna choroba.

- - - - -

-... i to wszystko, Kakashi. Porozmawiaj z nią, ja nie umiem... - głos Hokage się załamał. Wyszła z sali szybko. Nie umiała tam siedzieć. Jej serce ściskało się z bólu, gdy widziała swoją chrześnicę w takim szoku. Nie tylko chrześnicę, ale i uczennicę!! Zabawne. Jak Jiraiya nazwał Naruto, to ona nadała imię ślicznej dziewczynce o miedziano-rudych włosach, które z czasem wyjaśniały na piękny blond. Wierzyć nie chciała, że to ona musiała przekazać małej Kikyo-hime tę wiadomość. Nie umiała wytrzymać. Wszyscy ją opuszczali! Jiraiya, Dan, Nawaki, Sandaime, a teraz Kikyo...? Ile osób miała jeszcze stracić?! Przecież miała być doskonałym Hokage!

- - - - -

Jej dłonie się trzęsły. Łzy nie przychodziły jej już łatwo. Tylko to drżenie rąk.
Poczuła jak jakieś ciepłe ramiona obejmują ją. Cały czas się trzęsła. Nie z zimna. To była normalna reakcja shinobi. Nie umiała się rozluźnić, jej ciało się spinało wbrew jej woli.
Ktoś ją obejmował. Nie mówił jej tych cholernych "będzie dobrze", bo nie będzie! Będzie cholernie.
Ktoś ją obejmował. Ktoś, kto mruczał jakieś słowa. Dziwne, niezrozumiałe słowa. Uspakajały ją nieco. Po chwili, przestała drżeć. Jej ciało było jakoś sflaczałe. Zamknęła oczy. Wiedziała, kto to.
To były ciepłe ramiona Sayuri. Sayuri, która ją tak kochała, Sayuri, która opiekowała się nią, jak własną siostrą. Sayuri, która straciła swoją miłość, straciła ojca. Sayuri była jaj deską ratunkową. To była Sayuri.
Ciepłe ramiona rozluźniły się, jak tylko blond kobieta usnęła. Właściciel ciepłeych ramion spojrzał czule na kobietę.
-Sayuri... - wyszeptała blondynka, a tajemnicza postać zniknęła.

- - - -

Obudziły ją jakieś krzyki. Zerwała się. Kakashi stał przy drzwiach i nasłuchiwał. Wyglądał przy tym niesamowicie idiotycznie. Ubrany w szpitalny kaftan, z wysokimi granatowymi skarpetami, plus jego rękawice i maska... tworzyły piękny obraz. Pewnie Kikyo by sobie z niego pożartowała, ale sytuacja nie nadawała się.
-Co się stało? - położył palec na ustach, sygnalizując jej, aby się zamknęła. Wygramoliła się z łóżka i podeszła. Chwyciła go za ramię (niestety, sięgała mu tylko dotąd) i pociągnęła ku sobie. Jego oku (drugie było zamknięte) ukazała się wściekła twarz małej Namikaze.
-Co się do cholery, dzieje?!
-Umm... ktoś ranny z misji. Medycy wariują - spojrzała na niego pytająco - Ważna i cenna osoba dla wioski - i natychmiastowo pożałował swoich słów.
-Rozumiem - powiedziała cicho i rozluźniła uścisk.
-Głupio mi, przepraszam - mruknął zakłopotany. Odwróciła głowę, wściekle zaczerwieniona. Nagle usłyszeli jakieś ciężkie kroki.
-Co się stało z Sayuri?! - to był Asuma. Kikyo poczuła, jak jej nogi miękną. Kakashi spojrzał na nią zmartwiony. Kolana się trzęsły. Wszystko jej się w życiu wali!
-Nie wyjdziesz stąd, bo jesteśmy pod barierą. Usiłowałem deportować się, ale nie da rady - powiedział sucho Kakashi. Jej oczy ze smutku znowu zawiały złością. Jak szybko zmieniała nastrój! Spoliczkowała go. Zamurowało Hatake.
-Wyjdziemy. Ja wyjdę. Ty tu zostań ze swoim pieprzonym życiem i nic nie rób. Ja wychodzę - warknęła. Podeszła do komody u boku jej łóżka i wyjęła swoje ubrania. Poszła za parawan i przebrała się. Wyszła stamtąd i spojrzała na niego uważnie. Po czym, zakłopotana odwróciła się do okna. Dotknęła dłonią szyby i od razu ją cofnęła. Parzyło. Na jej ustach pojawił się kpiący uśmieszek. Naprawdę myśleli, że takie BYLE CO ją powstrzyma? Cofnęła się i skupiła w dłoni chakrę. Zbliżyła do okna. Po chwili, bariera zaczynała się usuwać. Aż całe okno było poza zasięgiem bariery. Jej ręka upadła. Dyszała z wysiłku. Kakashi stał jak ten słup i patrzył się. Nie rozumiał co się dzieje. Przed chwilą była załamana, a teraz wróciła do siebie...? Stała przez chwilę wyprostowana i nieruchoma. W oknie widział jej odbicie. Miała taki wyraz twarzy, jak Kushina-san, gdy Minato powiedział jej o jego planach, co do Naruto. Nagle Kikyo odwrócila się.
-Kocham ciebie - i wyskoczyła.

Kakashi został sam. Sam z oknem, którego bariera nie tknęła. Ale zaczęła powoli nachodzić na okno.

Wyzwanie.

Wyzwanie od Kikyo.

Idziesz ze mną? Słyszał jej flirtujący głos i widział jej uśmiech. Kpiący uśmiech.

Boisz się, Hatake? Boisz się?

Uśmiechnął się do siebe. Wyjął ubrania i wyskoczył tak jak Kikyo.

W szpitalnym kaftanie.
- - - - -

Koniec dzieciaczki. Wydawało mi się, że takie zakończenie jest w porządku.

A jak Wam się podoba^^?
komentarze [8]

XXX >> piątek, 26 września 2008 23:46:09
No więc, heloł, jest.

Żądam więc notki od Juchise!!

- - -

-Nie rozumiem, jak mogło do tego dojść. Ale oczywiście, oboje poniesiecie stosowną karę. Mam nadzieję, że zrozumieliście wasz błąd. To się tyczy i ciebie, Kikyo-hime i ciebie, Hatake – kiedy Tsunade wyszła (musieli z Kakashi’m złożyć solenna obietnicę, że to się więcej nie powtórzy), oboje odetchnęli.
-A, dziękuję – mruknęła cicho, odwracając głowę, aby tym samym ukryć swoje zażenowanie.
-Za co?
-No, wiesz. Gdybyś się spóźnił o parę minut, już by mnie na tym świecie nie było. I wróciłeś po tym, jak zrobiłam te straszne rzeczy.
-A, gdybym ich nie czytał, nigdy by do tego nie doszło.
-Czego?
-No, listów – przyznał się Kakashi.
-Ach. Trudno, co było, to się nie odstanie –Kikyo uśmiechnęła się. Mężczyzna upadł ciężko na poduszki. Odwróciła głowę. Nienawidziła takich sytuacji. Kiedy byli dla siebie pozornie grzeczni. Wolała, jak było normalnie.

Ale zaraz.

Między nimi nigdy nie było normalnie. Zawsze jakieś spięcia. To było dziwne. Nie umieli zachowywać się przy sobie.

A może właśnie tylko przy sobie umieli się zachowywać normalnie?

- - - -

Ze względu na zły stan zdrowia, oboje z Hatake musieli zostać w szpitalu pzrze jeszcze co najmniej cztery dni. Dla nich – shinobi był to czas niesamowicie długi.

Kikyo nareszcie miała czas na rozstrzygnięcie niektórych męczących spraw.
Priorytetem był brat. Powiedzieć mu, że jest jego siostrą, czy nie powiedzieć mu?
Nie, lepiej nie. Ona go kochała miłością siostrzaną i gorącą, a on ją ledwie znał. To zły pomysł.

Druga sprawa to Kakashi. Kakashi… umm… no i co teraz?
Przyznała przed sobą – szczerze, uwaga! Kikyo jest szczera sama przed sobą! – że go lubi. Lubi go. Naprawdę. Zna go od dłuższego czasu.
Wiedziała, że nie umie żyć bez niego. To jak życie bez Kurenai, czy Gai’a. Po prostu nie.

Miała już 26 lat. To dużo. To był czas, kiedy kunoichi rozważały dwa wyjścia. Jedno – nie wychodzić za mąż i zostać kunoichi do końca życia. Drugie – wyjść za mąż i zrezygnować z bycia kunoichi. Trzecie – wyjść za mąż i nadal być shinobi. Z tym, że dbanie o rodzinę i służenie wiosce naraz, to bardzo trudne zadanie. Wiele dzieci w ten sposób miało trudne dzieciństwo i czuło się niekochane.
Tego Kikyo nie chciała. A no, właśnie! Dzieci. Nasza mała Kamikaze (wzrostu zaledwie 165 cm) uwielbiała dzieci. Wiedziała jedno – dzieci musi mieć. Ale coraz częściej przyłapywała się na tym, że zastanawiała się, do kogo jej dzieci będą bardziej podobne. Do niej, czy do Kakashi’ego?
To było okropne. A co gorsza, marzyła do prawdziwym domu, z bratem, z mężem, ogrodem, dziećmi i ogromną kuchnią.
Czy jest prawdziwą kunoichi? Wszystkie kunoichi za cel w życiu stawiały sobie walkę. O bycie najlepszą. Ale Kikyo to nie interesowało. Była córką Yon Daime. Była jedną z lepszych medic-ninja na świecie. Opanowała doskonale techniki Fuuton i Suiton. Umiała Rasengana i przywoływać Gamabuntę.

Była bardzo cennym ninja.
Ale była zmęczona. Całe życie walczyła. O przetrwanie. Całe życie. Ramię w ramię z Sayuri pokonywała trudności codziennego życia.
I teraz, kiedy pomyślała o ustatkowaniu wcale nie czuła lekkości. Wręcz przeciwnie. Nie miała doświadczenia z mężczyznami. Nie mieszkała z żadnym z nich.

- - - -

Kakashi miał już 31 lat. Dochodził go wiek, kiedy zaczynano się zastanawiać, czy zostanie kawalerem.
Kakashi zawsze chciał mieć dom. Taki, w którym będzie zawsze ciepło. Móc do niego wrócić i wiedzieć, że ktoś na ciebie czeka.
Nie był romantykiem, ani specjalnie nie umiał postępować z dziećmi, choć pragnął mieć syna. I żonę. I może psa.
Kakashi należał do twardych shinobi. Kompletnie nie wiedzących, jak postępować z kobietami. Nie wiedział, że kiedy mówią „Jestem gruba!”, oczekują „Ależ skąd, skarbie! Dla mnie jesteś najszczuplejszą kobietą na świecie!”. Nie rozumiał ich potrzeby ciągłego przytulania i tulenia. Nie dotarło do niego, że kobiety muszą plotkować, muszą narzekać, żalić, a w głębi serca są zadowolone, że mogą się przydać. Nie rozumiał, że nie znoszą skarpetek zostawionych byle gdzie. I spóźniania się na obiad.

Ale marzył, aby mieć własny dom.

- - - -

-Czy to na pewno?
-Tak, jestem absolutnie pewna.
-Ale, Hokage-sama!
-Nie sprzeciwiaj mi się. Mam stuprocentową pewność. Ona już nie będzie potrzebna.
-A… ale…!
-Wiem!!
-Kto jej to powie?
-Tego nie wiem. Ale pomyślę.
-Uważam, że powinniśmy przeprowadzić jeszcze parę testów.
-W takim razie, przeprowadź je. Ja już mam dość.

- - - -

Sakura spojrzała z litością na swoich towarzyszy. Naruto ze swoim zwykłym entuzjazmem przeszukiwał każdą salę w poszukiwaniu sensei’a (mimo że pielęgniarka powiedziała, że są na oddziale obrażeń wewnętrznych). Sasuke starał się nieść kosz z owocami. Właściwie dwa. Problem nie leżał w ciężkości, ale wielkość. Ogromne kosze niestety, były trudne do noszenia (w Chinach, nie wiem, jak w Japonii, ale myślę, że podobnie – zanosi się kosze z owocami dla chorych. Są one ładnie udekorowane, z ogromnymi wstążkami i kartkami z życzeniami). Sakura niosła pozostałości z bukietu dla Kikyo. Naruto uparł się, że będzie nosił bukiet dla sensei’a. Oczywiście, te kilka małych żałosnych badylków bukietu nie przypominały, ale dobre i to.
-Mam, znalazłem! – usłyszeli krzyk Naruto. Sakura przyspieszyła, oglądając się za ramieniem.
-Sasuke, są tutaj!
-Mówiłem, że to tutaj – mruknął pod nosem Uchiha.

- - - -

-Konban wa, Kakashi-sensei, Kikyo-san! – sala wypełniła się radosnym głosem Uzumakiego.
-Witaj, Naruto, – Kikyo posłała mu promienny uśmiech – niestety, Kakashi właśnie zasnął.
-O, szkoda – chłopak zmarkotniał.
-Nie szkodzi, jeśli obudzi się po waszej wizycie, powiem mu o niej, dobrze? – kiwnął głową – Postawcie kosze na stoliku, dobrze? Och, jakie śliczne kwiaty! Dziękuję, Sakura! No, i co tam u was?
-A, w porządku. Kikyo-san, kiedy wychodzicie ze szpitala? – spytała się uprzejmie Maruno.
-Ach, umm… jeszcze nie wiemy.
-A co wam się stało? – wtrącił się Naruto.
-Wasz sensei został ranny, a ja jestem chora – odparła Kikyo. Po co im mówić, że Kakashi ma śmiertelne rany? A o jej obrażeniach nie muszą wiedzieć.
-W takim razie, my wychodzimy i już nie będziemy przeszkadzać – jedyna przedstawicielka płci żeńskiej w drużynie 7 uśmiechnęła się i wyciągnęła Sasuke i Naruto za rękawy. Kikyo zaczęła się zastanawiać, dlaczego wyszli.
-Owoce? – ach! Kakashi się obudził…
-Tak. Miło z ich strony.
-Tak, miło – odpowiedział cicho.

- - - -

Puk. Puk.

-Wstaliście? – Tsunade weszła do ich sali. Nie miała szczęśliwej miny – Mam dla was dwie wiadomości.
-Dobrą i złą?
-Nie. Złą i gorszą.

- - - -


komentarze [3]

XXIX >> piątek, 5 września 2008 16:14:19
No więc... witam Was.
Po mojej dłuuugiej dwumiesięcznej przerwie^^.
Napiszę, że zostałam przydzielona do pocztu sztandarowego (pomimo, żem nie Polka). I sztandar walnął mnie w twarz na początku roku T.T

I znowu się Ayaka-san zakochała.

I znowu jest to beznadziejnie idiotyczne zauroczenie i zdaję sobie z tego sprawę i jest mi głupio. Bo to wielki idiota.

PS bo obiecywałam sobie, że zakochiwać się teraz nie będę, bo ostatni rok i już zmieniam szkołę, a tu taki wyskok... *patrzy na siebie z niesmakiem*

No, ale dobra. Przechodzę do rozdziału.

- - - - - -

Na sali operacyjnej było głośno. Naprawdę głośno. Co chwilę padały jakieś komendy, a jak nie komendy, to niezbyt przystojne przekleństwa.
Światła otrych żarówek oślepiały, ale nie ich. To profesjonaliści.

Przed salą stała jedna kobieta i mężczyzna. Wyglądali na nieco rozbawionych i zaniepokojonych.
Bo, czyż to nie zabawne, że ta wielka chłopczyca uparła się wyleczyć tego zimnego drania, po czym wylądowali w szpitalu?
Owszem, jest. Ale Asuma i Kurenai starali się zachować powagę.

-Uuuugh!
-Obudziłaś się.
-O! - i właśnie w tym momencie zapadła cisza - Dziękuję - powiedziała z jakimś grymasem i odwróciła głowę. Siedziała na jednym ze szpitalnych łóżek. Miała ciało w bandażach (zaszła jakaś operacja i ona nic tym nie wie?!?!). Czuła, jakby ktoś właśnie ją boleśnie zbił.
-Nie ma za co - powiedział zimno.
-Może odrobinę ciepła? - (sorry, wiem, że to z jakiejś-tam-piosenki-której-nazwy-nie-pamiętam, ale powstrzymać się nie mogłamXD).
-Dla ciebie?
-Dla mnie - odpowiedziała odważnie. I w tej chwili żelazno-lodowata maska Kakashi'ego opadła na chwilę.
-Uważam, że powinnaś odpoczywać.
-No, ja też tak uważam.
-To idź spać.
-A kiedy ty wstałeś?
-Jakieś pół godziny temu.
-I sam tak siedziałeś?
-Sam.

Bo Kakashi był samotny. Całkiem sam. Nie miał do kogo otworzyć gęby, aby cokolwiek powiedzieć. I tylko Kikyo kiedyś podeszła i...

-Yo! Kakashi-senpai!
-Idź sobie.
-Ale ty jesteś! - mała sześcioletnia dziewczynka oparła dłonie na biodrach i uśmiechałą się ukazując nieskazitelnie biały rządek ząbków z jedną uroczą szparą.
-Co z twoim zębem?
-Ale ty jesteś głupi! Byłam u dentysty! Otou-san mnie zabrał, bo okaa-san jest w ciąży i była zmęczona - kucnęła obok niego i znowu się uśmiechnęła. Jak ona mogła się tyle uśmiechać? Z czego się cieszyła? Kakashi nie potrafił zrozumieć.
-Po co przyszłaś?
-Bo robimy zdjęcia.
-Zdjęcia?
-Hai. I chcę mieć z tobą - powiedziała nieśmiało. Nie, nie była czerwona. Ile sześcioletnie dziecko, w dodatku chłopczyca może wiedzieć? - Z Obito i Rin już mam. A teraz chcę tylko z tobą! - nie wiedziała jak to zabrzmiało.
-Ja... no dobrze. Ale tylko jedno.
-Nie, bo kaa-san też chce z tobą mieć i tou-san i Rin! I wszyscy! - wstała i pociągnęła go za rękę. Pobiegła śmiejąc się jak wariatka.
I to był ten dzień, w którym Kakashi poczuł, że jest ktoś, kto o niego dba.
I to w tym momencie jego serce zabiło i jedną milisekundę szybciej. Może było to i tylko sześcioletnie dziecko, ale dla niego, który był ciągle sam, to było "aż".


I pamiętał ten dzień, gdy Kikyo płakała po raz pierwszy, odkąd poszła do Akademii. I miała już jedenaście lat.

-Czemu płaczesz? - spytał sie szorstko piętnastolatek.
-Nie twoja sprawa! - tego wyrażenia nauczyłą się od bandy tych bachorów z jej klasy. Kakashi nigdy nie lubił ich. Przez nich Kikyo mówiła "Boku wa". A nie "watashi wa".
-Dobrze. To zarycz się na śmierć - i odszedł. Mimo młodego wieku, wiedział, jak się z nią postępuje. Znał ją jak własną kieszeń. Nie chciał widzieć jej smutnej.
-Poczekaj! - wstała i złapała go za rękaw.
-Co? - warknął.
-Wysłuchasz mnie? - wyszlochała.
-Przecież wiesz, że tak - powiedział cicho.
-No, bo bo... bo... oni się ze mnie śmieją! - wielkie nieba. i z tego powodu taki płacz?
-No i?
-Oni... uważają, że nie jestem ładna! - Kikyo była małą blondynką z wielkimi niebieskimi oczami i ogromną ilością piegów.
-A co cię obchodzi, co oni mówią?
-Porównują mnie do... do-o-ooo.... do Kurenai...!
-Ale Kurenai to twoja przyjaciółka, prawda?
-Taaa-ak. Mówią, że ładna i brzydka.
-Co "ładna i brzydka"?
-Ty idioto! Jak możesz nie zrozumieć? Chodzi o to, że jak ładna może się kolegować z brzydką? Najładniejsza i najbrzydsza!
-To wszystko? - kiwnęła głową. Z nosa ciągnął się długi gil - Masz - podał jej chusteczkę.
-A co u ciebie...?
-Wróciłem z misji.
-I co robiłeś?
-Cóź, nic ciekawego - nie, tylko zabił kogoś. Ale Kikyo była za mała.
-Otou-san już wrócił?
-Chyba tak - skłamał. Minato-sensei był w wieży Hokage.
-Przytulisz mnie? - spytała się cicho. Nie odpowiedział, tylko otoczył ją ramieniem i przyciągnął do siebie. Siedzieli w milczeniu. Czuł jak jej łzy nasiąkają jego ubranie.
-Ooo, brzydula! Siedzi z jednookim! Patrzcie! - głos "jednego z tych bachorów", jak ich określał Kakashi, zakłócił doskonałą ciszę - Zakochana paara! Jednooki i brzydula na dachu bara-bara! - Kakashi spojrzał chłodno. I uaktywnił Sharingana. Chłopak stał ja urzeczony, po czym pisnąwszy ze strachu wrzasnął - Dziwak! - i uciekł. Ale nie wiedział, goni go pięć shurikenów Kakashi'ego, które zostawiły mu okropną, wielką szramę na łydce.


To był ostatni dzień, w którym Kikyo oglądała jeszcze swoją matkę szczęśliwą.
Bo następnego dnia umarła. I tata też. Za to urodził się jej brat.

Kakashi westchnął. Ach, wspomnienia!

Kikyo wpatrywała się w mężczyznę. Miał dziwnie rozkojarzoną minę.
-Kakashi?
-Auurgh? Ach, umm, co mówiłaś?
-Nie, nic. Miałeś... dziwny wyraz twarzy.
-Ach - i znowu cisza.

Bo Kikyo rozumiała go jak nikt inny. I wiedziała, że jest sam.


Cichutko, w sercu, oboje żywili mały ognik, maleńki ognik, ale jak gorący! Że znowu, pewnego dnia poczują ciepło tej drugiej osoby. I była to osoba, która leżała tutaj, tuż obok nich samych.

Bo byli to oni sami.

- - - - - -

No, i mam nadzieję, że jakoś to wygląda ^^'.

Ayaka


komentarze [4]

Nie odchodze. >> niedziela, 10 sierpnia 2008 16:47:41
Wiec, moje ukochane dzieciaczki.

AYAKA OD MIESIACA I DLUZEJ W CHINACH PRZEBYWA^^.

Tylko nie chcialo mi sie pisac.
Na moim innym blogu, o ktorym wiedza nieliczni, czyli nikt, chyba, ze wczesniej widzieli na Informacyjach opisuje moh pobyt.

Ostatnimi czasy psuje mi sie laptop mojego wujcia, u ktorego przebywam, ale przyjechal moj najstarszy kuzyn, William i mam kompa.
Kolejnych rozdzialow dodawac nie bede, bo glupio pisac bez polskich znakow, ale nadrobie to w Polsce.
Wyjechalam z Polski 27 czerwca i wracam 22 sierpnia.

Wiec sobie czekajcie.
Mam alternatywe juz jak zakonczyc to opowiadanie^^. Chyba niezbyt pozytywna, ale coz.

Dziekuje za slowa popedy od Yoshiko (znowu zmieniasz bloga i nicka... T.T, czemu kochanie, oczekujesz ode mnie, a raczej od mojego zupelnie nie pofaldowanego mozdzka, aby to zapamietalT.T?), i Alex.

Nastepna notka dla Was.
No, i nie zapominam o mojej Juchise, ktora wielbie i podziwiam.

Mam nadzieje, ze znowu dodasz cos na dA^^. Stesknilam sie za Twoimi zdjatkami.
Teraz, kiedy mam kompa przeczytam Twoj rozdzial, ale nie wiem, czy bede w stanie dzisiaj je skomentowac.

Pozdr,
Ayaka

PS pozdrowienia dla Wszystkich z deszczowych, acz przewspnialaych Chin^^
komentarze [2]

XXVIII. >> niedziela, 22 czerwca 2008 20:22:28
Ponieważ dzisiaj Ayaka spędziła fantastyczny dzień z moimi Fantastikami, to postanowiłam, że napiszę notkę. Ot tak. Bo wyjeżdżam jednak 25, a nie 21^^.

Dedykuję... hmm... komu? W sumie, to mogę moim ukochanym friends'om, nawet jeśli nie wiedzą o tym blogu^^.
Mojemu ukochanemu Kameleonowi, który zostawił u mnie swoje rzeczy i któremu uwielbiam dawać klapsy (czyt. bić po tyłku^^). Bo ona jest taka fajna, kiedy się ją dotyka (nie tykaj mnie! nie tykaj mnie! ZBOCZENIEC!)
Mojej kochanej Lenie. Za to, że dzisiaj nas dobrze poprowadziła, bo Kameleon nas zgubił. I za to, że dzisiaj tak fajnie dokuczała Kameleonowi.
Mojemu Dodkowi, który nocuje u siebie sześcioro dzieci i nie mógł przyjść na sleepover'a.
Mojej Yuki, która również przyjść nie mogła, bo ma imieniny dziadka.
Mojej Żabie, która przyszła, nawet jeśli ochoty nie miała.
Mojej Kpinieee, która po prost jest fajna.
I mojej Princessie, która została za późno poinformowana i nie mogła przyjść.
Po prostu mojemu Efejtowi, którego kocham nad życie^^.

Widzicie, każdy ma tu jakąś sensowną ksywę. A jak się Ayaka nazywa? Padniecie. Albo nie. "Ta hentaaaaai" albo Zboczenica^^.

(Ej, ona mnie ciągle wali po tyłku! Ja się jej boję! Zgiń! Przepadnij! Czemu się zbliżasz?! I co to za uśmiech?!)

- - - - - -

Kakashi poczuł się słabo. Bardzo słabo. Mimo wciąż słabej kondycji, doczłapał do omdlałej. Musiał uważać na popękany kubek. Herbata, już zimna, powoli skapywała na podłogę. Podniósł jej dłoń. Znalazł puls (dzięki Bogu! A myślał, że go nie ma....) i stwierdziwszy, że po prostu zasłabła, delikatnie podniósł jej ciało. Założył rękę na swój kark i powoli człapiąc pokonał schody. No tak. Tutaj w holu było sześć drzwi. Otworzył jedne. Ub... ubrania?! Ona ma GARDEROBĘ?! Kunoichi i garderoba?! Kakashi będąc tylko mężczyzną i samcem nie rozumiał, że kobieta potrzebuje sukienek, spódnic, a nawet spodni i koszulek tysiące dla swojego dobrego samopoczucia. Zamknął drzwi i otworzył kolejne. Tam była jego sypialnia. Kolejne drzwi skrywały łazienkę. Jeszcze trzy. Pierwszy pokój to chyba była sypialnia Yondaime-sama i Kushiny-san. Ogromne podwójne łóżko i szafa. Również świeże kwiaty. Następne drzwi to chyba... jej sypialnia! Od razu zwrócił uwagę na interesujący kolor ścian. Były żółte. Ściany poprzedniej sypialni również były pomalowane na ten kolor. Łóżko było duże. W pokoju panował nieprzyzwoity bałagan. Kapa w kwiaty leżała w połowie na ziemi. Prześcieradło było pomięte, kołdra wywinięta na kilka stron, a poduszka na ziemi. Na biurku panował bałagan. Jakieś kartki, ołówki. Na krześle wisiała sterta ubrań.

Położył ją delikatnie na łóżku i przykrył. Spojrzał na biurko. Podszedł widząc ramki zdjęć. Na jednym widniała rodzinka. Kushina w ciąży, Minato-sensei i mała Kikyo z ogromnymi kucykami i piegami. Minato-sensei obejmował obydwie. Uśmiechali się. Na drugim był... on?! On, Rin, Obito i mała Kikyo. W sumie, to on miał wtedy dwanaście lat. Kikyo tylko sześć latek i pokazywała uroczą szparę w buzi. No, tak. Dzień przed zdjęciem była u dentysty. Odłożył ramkę. Spojrzał na kartki. Były to listy! Obejrzał się, Kikyo smacznie spała. Usiadł wygodnie na krześle i zebrał cały plik. Wiedział, że nie wolno, ale był ciekawy.

"Mam nadzieję, że wszystko z tobą w porządku. U nas jest po staremu. Kakashi zrezygnował z ANBU, wiesz? I ciągle zasłania twarz. Zastanawiam się, kiedy ściągnie to paskudztwo, bo nigdy się nie ożeni.

Kyo-chan, minął już rok. Pełniusi rok, odkąd uciekłaś. Jak tam Sayuri-chan? Mam nadzieję, że wszystko u niej w porządku. Wiesz, Asuma-kun nadal szaleje. Pewnie Ci już pisałam, ale nie mogę uwierzyć, że kazał wysłać oddział Elitarnych Joninów (ale Ebisu miał minę! Haha, szkoda, że nie widziałaś. On, wielki Elitarny nie będzie szukał jakiejś małolaty!), aby odnaleźć ukochaną siostrę. Hokage-sama nie przejął się. Powiedział, że na pewno dadzą sobie radę. Nie mogą nie dać. Po prostu taka jest kolej rzeczy. Wracając do szaleństwa Asumy-kun. Dzisiaj ktoś mu powiedział, że ponoć jakiś podróżnik widział młodą brunetkę w towarzystwie blondynki. Od razu poleciał do tego hotelu. Kiedy ów podróżnik się odnalazł (Asuma-kun siłą dobił się do jego pokoju) i powiedział mu, gdzie je widział, Asuma poleciał do wskazanego miejsca. Okazało się, że te dwie osoby były w hotelu. Asuma kazał przeszukać każdy pokój! Ale to nie byłyście wy.

Chciałabym, abyś wróciła. Nie mogę znieść tego, że Asuma-kun i Kakashi-kun ciągle na mnie patrzą podejrzliwym wzrokiem. Chyba się domyślają, że piszemy ze sobą, ale nie naciskają. Wszyscy w wiosce mają do mnie pretensje, Kyo-chan! Anko bardzo się martwi. Wszyscy. Nawet idiota Gai.

Wiem, że nie wrócisz. Wiem, że nie możesz. Przekaż Sayuri, że Asuma-kun nie może bez niej żyć.
I, że ten jej narzeczony też jej szuka.
A co do Ciebie, Kyo-chan...
...
wydaje mi się, że... eee... jakby to ująć... hmm... Kakashi-kun chyba Ciebie lubi. Nawet jeśli jest starszy o sześć lat. Skończył niedawno dwadzieścia jeden lat. I wiesz co powiedział, kiedy pytaliśmy, jakie było jego życzenie, gdy dmuchał w świeczki? Powiedział, że chciałby, aby Ci, których stracił, na których mu zależało, którzy nie wiedzieli o tym i których KOCHAŁ, wrócili. Kochał, Kyo-chan. Zastanów się.

Zawsze Twoja,
Kurenai"

Kakashi poczuł się nieswojo. Nie wiedział, że Kurenai o tym napisze. A co Kikyo odpisała? A, pod tym listem był chyba ten od Kikyo. Jeszcze raz się obejrzał i upewniwszy się, że kobieta śpi wrócił do lektury.

"Kurenai, moja kochana Kurenai... nie wrócę i już. To będzie mój ostatni list. Nie mogę pisać. Sayuri mi tego surowo zabroniła.

Co do Asumy. Sayuri zrobiła się jeszcze surowsza. Powiedziała, że albo się zamknę, albo obydwie wracamy. To jej odpowiedziałam, że może sobie wracać. A ona powiedziała, że jest moją opiekunką i mam nie poruszać tego tematu.

Wiemy, że wszyscy za nami tęsknią, ale skoro spaliłyśmy za sobą wszystkie mosty, to nie możemy wrócić. Nawet jeśli chcemy. Zabrnęłyśmy za daleko. Znalazłyśmy nawet Akatsuki! Tylko nikomu ani słowa.

Ale to dziwne. Mam szesnaście lat, Sayuri ma osiemnastkę, a znalazłyśmy Akatsuki. My, rozumiesz?! Teraz nie możemy się cofnąć.
Nie teraz.

A co do Kakashi'ego... ja tylko jestem córką jego sensei'a. I wiesz, że to jego wina, że otou-san zginął..."

-I co? Miło tak poprzeglądać moje listy, prawda? - Kakashi wzdrygnął się. Obejrzał się i zobaczył Kikyo. Stała wściekła.
-Ja...
-No, ty! TY IDIOTO, DOTYKAŁEŚ MOICH LISTÓW!!
-Ja...
-WYNOŚ SIĘ!
-Kikyo, ja naprawdę przep...!
-POWIEDZIAŁAM WYNOŚ SIĘ!!!!!

- - - - - -

Kikyo poczuła coś ciepłego. Zakopała się wygodniej w kołdrze. Nie. Zaczekaj. Stop. Nie była w kołdrze. No, to co ona tu robi? Lunatykowała?

Hmm...

Jest w łóżku. Raczej sama nie przyszła.

Ktoś ją przyniósł.

Kakashi?

Nie, to niemożliwe.

Wstała i obejrzała się.

Zatkało ją.

Siedział i coś czytał, ale chyba nie lis... chyba nie jej listy, co?!?!

Dziko wyszarpnęła się z kołdry i cicho podeszła. Natychmiastowo zbladła.

Czytał jej listy.

- - - - - -

Jak zwykle. Nudno i głupio. Ale niedługo koniec, przyrzekam:D.

Wyjeżdżam jednak 25 czerwca. Może to moja ostatnia notka w Polsce^^?

EDIT 23/06:
Stwierdziłam, że to powinno być dokończone. Więc dokańczam^^.

Kakashi cofnął się. Kikyo nie wyglądała teraz na zrównoważoną. Nie mógł z siebie wydusić słowa. Nagle zorientował się, że leci w niego kunai. I zniknął w kłębie dymu.

- - - -

Kikyo wściekle rzucała wszystko, co się jej napatoczy pod rękę. Wazony, kubki, książki. Wszystko tłukło się o żółtą ścianę, niegdyś tak kochaną przez nią samą. Nie myślała. Przeczytał to, przeczytał! A mogło być... jak mogło być? Co ona sobie do jasnej cholery, wyobraża? Że, to co ich łączyło może wrócić? Ta idealnie nierealna przyjaźń między dwojgiem ludzi? Między uczniem mistrza, a jego córką? Czy ona jest głupia?

W końcu upadła na ziemię szlochając. Nie powinna się denerwować, oj, nie powinna. Znowu drżała. Czuła, że jest jej zimno. Drgawki wstrząsnęły jej wątłym ciałem. Kikyo poczuła jak coś się w niej wzbiera. Po chwili szamotania się zwymiotowała na podłogę. Listy nie były ruszone. Łzy zaczęły skapywać po jej nienaturalnie bladych policzkach. Zaczęła kaszleć krwią. Nie wzięła lekarstwa. Ta jedna myśl kołotała się w jej głowie. Powoli, chwytając ręką kant biurka wstała. Doszła potykając się do szafki nocnej i ciągle nie mogąc uspokoić trzęsących dłoni, otworzyła z nadzieją szufladę. Tak! Niestety, jej dłonie nie pomogły jej. Ręka zamiast wsypać na drugą dłoń pastylki, wysypała je na podłogę. Kikyo rozpaczliwie chwyciła w dłoń byle jaką i połknęła, ale było za późno. Upadła bezwładnie niczym szmaciana lalka na podłogę.

- - - - -

Kakashi stał przed jej domem. Chodził w tę i z powrotem. Wiedział, że nie powinien, ale... coś mu kazało tam spojrzeć. Nie wiedział co. Części listu ciągle nie mógł wyrzucić z pamięci.

"jego wina, że otou-san zginął..."

Jego?! Jego?! Czy ta idiotka oszalała?! Nagle oprzytomniał. Nie słyszał już żadnych hałasów. Brzęku porcelany, szkła. Nic. Czyżby...?!

CHOLERA!

Nie podał jej lekarstwa! Jej antybiotyk! Od razu wbiegł jak szalony do jej domu. Pokonując schody co trzy, jak burza dopadł je drzwi. Jego obawy potwierdziły się. Kikyo leżała nieprzytomna na ziemi. Gdzieś widział jej wymioty. Wzdrygnął się z obrzydzenia.

Baba jesteś, Hatake. Widziałeś martwe zwłoki, ludzi w krwi, ale małych wymiotów kobiety nie zniesiesz, co?!

Zamknij się. Kakashi kucnął przy Kikyo. Delikatnie podniósł jej dłoń. Puls bije. W porządku. Nie, chwila. Puls bije cora... aaa... az wolniej?

Coraz wolniej?

Ta informacja musiała przejść wiele kanałów nerwowych, aby dotrzeć do mózgu Kakashi'ego. Po chwili zerwał się jak oparzony i chwyciwszy zemdlałą kobietę na ręce zniknął w kłębie dymu.

- - - - - -

Był wieczór. Pielęgniarki właśnie szykowały się do domu, jedne zostawały na patrolu, gdy w głównym holu, gdzie były korytarze do innych sal zjawił się niejaki Hatake Kakashi ubrany jedynie w piżamę, trzymając w ramionach pierwsze dziecko Yondaime, Minato Namikaze - Kikyo Namikaze. W dodatku całą we krwi, wymiotach i nieprzytomną.
Problem polegał w tym, że Kakashi też zemdlał. Z wycieńczenia.

- - - - -

No, i jest chyba dłużej, co^^?

PS doszłam do wniosku, że tak kocham ten szablon, tak kocham tego mojego najmojszego bloga, że chyba sobie z nim na jakiś czas jeszcze zostanę^^.

komentarze [11]

XXVII >> wtorek, 17 czerwca 2008 22:59:35
Cóż. Nowa notka. Na życzenie mojej Juchise.

Für dich, Juchise.

nani - co?

kwaiken - krótkie tanto noszone w oprawie aikuchi lub shirasaya. Najczęściej używany był przez kobiety.

kozuka - japoński nóż niewielkich rozmiarów, bardzo podobny do kogai w swoim wykonaniu oraz funkcjonowaniu.

gomen - przepraszam

urusai - zamknij się

hai - tak

arigatou - dziękuję

do itashimashite - bardzo dziękuję. Odpowiedź na "dziękuję"

- - - - - -

Hmm... co by nie powiedzieć, było ciekawie. Nie był w tym domu od znacznego czasu. No, dobra. Nie był tu NAPRAWDĘ długo. Leżał w łóżku na dwie osoby. Pewnie Minato-sensei'a. Wrrrróóć! Kikyo w życiu by nie pozwoliła, aby ktokolwiek zbezcześcił święte łóżko jej ukochanego ojca. Prędzej by zjadła... eee... ona jest wszystkożerna==. Prędzej by go polubiła. Na stoliku nocnym była lampka i jakaś czarka z kleistą mazią. Ohyda. Pokój był mały. Szafa, łóżko, stolik, okno. Wazon. Ze świeżymi kwiatami? Jak ona dba o ten dom! Podczołgał się do brzegu łóżka. Były tam kapcie. Hell's frozen! Miał ułożone poduszki. W oknach wisiały zasłony. Było ono otwarte. Chyba było rano.

Ale dziwne. Pierwszy raz został porwany. PRZEZ KOBIETĘĘĘ! Samoocena Kakashi'ego znacznie spadła. Porwany. Przez. Kobietę. I nawet o tym nie wiedział! W nocy!

Co za wstyd.

No, gdyby to była jakaś potężna organizacja, to może byłby dumny, że wybrali jego.

Ale nie.

O, okrutny losie, cóżeś mi uczynił! Porwany przez kobietę. Młodszą, raczkującego Jonina. Przypomniał sobie wczorajszą walkę. Nie, nie było łatwo. Ale udało się. Cóż, Naruto chyba poniosło. Ale czy to jego wina? I, dlaczego, na wszystkich Hokage, to on jest u Namikaze, a nie jej brat?!

-Więc w końcu raczyłeś wstać - usłyszał chłodny głos.
-Tak, raczyłem - odpowiedział równie ciepło Hatake.
-Pewnie się zastanawiasz, czemu tu jesteś - zagadnęła, siadając na rogu łóżka.
-O, nie, wcale! - ironizował - W ogóle nie zastanawia mnie, czemu zostałem porwany przez kobietę. Kobietę, która notabene nienawidzi mnie, zaś na moim miejscu powinien być jej br...
-Zaraz, zaraz! Cofnij się! Nienawidzę ciebie? - czyżby słyszał w jej głosie zdumienie? A może jest dla niego szansa?
-Eee... a nie?
-Nie mam powodów - odwróciła się do okna, aby na niego nie patrzeć.
-Dobrze wiedzieć - ... bo kto wie, czy by go nie otruła^^'.
-Przy stole stoi lekarstwo. Wypij.
-A skąd mam wiedzieć, czy to nie jest jakaś trucizna?
-Dlaczego miałabym cię otruć, Hatake? Zdumiewasz mnie swoją durnotą! - zirytowała się - A poza tym, po co miałabym zabić ulubionego ucznia mojego ojca?
-Nie wiem.
-No właśnie. Więc nie wydziwiaj i pij.
-Nie zaczyna się zdania od "więc" - mruknął.
-Słyszałam.
-Wiem - wypił to paskudztwo. I padł zemdlony na poduszki.

Obudził się. Był już wieczór. Był przykryty pod brodę. Przez okno słyszał szum drzew. Kushina kochała drzewa. Zapach wieczora jakoś go odurzał. Było duszno. Nagle do pokoju weszła Kikyo.
-Obudziłeś się.
-Tak.
-Jesteś głodny? Tylko nie kłam. Nie chcę, żebyś mi zemdlał z głodu.
-Tak.
-"Tak", co?
-Tak, jestem głodny! - odpowiedział rozdrażniony.
-Spokojnie, Hatake - mruknęła i wróciła po chwili z tacą. Postawiła przed nim i już miała wyjść, gdy usłyszała jego głos.
-Zjesz ze mną? - odwróciła się, nie wierząc własnym uszom.
-Ca*? - spytała się niezbyt inteligentnie.
-Spytałem się, czy zjesz ze mną. Tutaj - odpowiedział z udawaną grzecznością.
-A-a czemu się pyta-asz? - zająknęła się.
-Bo to głupio spędzać samemu czas w tym pokoju. Idiotyczne, że tu mieszkam, a jemy oddzielnie. A więc? - spojrzał na nią pytająco.
-Taak. Zaraz przyniosę mój posiłek - wyszła zanim którekolwiek z nich zdążyło otworzyć usta.

Oparła się o ścianę. Musiała na chwilę się uspokoić. To pytanie kompletnie zbiło ją z tropu. Dotknęła policzków. Były ciepłe. Niech to! Do licha z tobą, Hatake! Dodała jeszcze parę barwnych przekleństw, po czym uspokojona zeszła na dół.

Weszła i usiadła jak najdalej od niego. W milczeniu zaczęła przeżuwać kolację.
-Która godzina?
-Siódma.
-Och, okej - oboje próbowali rozpaczliwie zacząć rozmowę, przerwać tę ciszę.
-Czy... - zaczęli oboje, po czym znowu odezwali się razem - Ty pierwszy/a!
-Panie przodem.
-Och, no dobrze. Chciałam wiedzieć, jak się czujesz.
-Lepiej. Nie wiem, co mi dałaś, ale było dobre. Prawie nie czuję bólu.
-Teraz ty.
-Ja... - zawahał się - Czemu mnie... eee... wzięłaś ze szpitala?
-Wzięłaś... - mruknęła do siebie.
-A co?
-Jesteś ciężki - odpowiedziała prosto, patrząc mu w oczy.
-Nani?!
-Jesteś ciężki!
-Sorry, ale ty lekka bynajmniej nie jesteś!
-A czy ja powiedziałam, że jestem lekka?
-Skąd wiesz, że jestem ciężki?!
-Niosłam ciebie całą drogę ze szpitala do domu - odpowiedziała rozbawiona.
-Aha - odparł Kakashi. Czuł się nieswojo. Kikyo się roześmiała.
-Nie chciałam ciebie obrazić.
-Nie obraziłem się. Nie jestem kobietą - ludzie mają rację, mówiąc, że zemsta jest słodka.
-O, ty! - oburzyła się. Rzuciła w niego żartobliwie krewetką. Roześmiali się oboje. I napięta atmosfera zniknęła.

-Czemu mnie porwałaś?
-Wiesz... czułam się winna.
-Za co? - zdziwił się.
-Eee... no bo przyjąłeś mój cios, osłaniałeś mnie cały czas. Mogłeś zająć się tymi dzieciakami, a jednak broniłeś mnie. Byłam w osłabionej formie. Chciałam ci tylko jakoś to... chciałam jakoś ci podziękować.
-Ale dlaczego nie pozwoliłaś im mnie leczyć?
-Wiesz ile by to zajęło?! Chyba z dziesięć dni. A u mnie będziesz zdrowy za góra pięć.
-Co za różnica! Czy oni są aż tak źli? - zażartował.
-Być może. Po prostu oni mają bardzo dużo pacjentów. A myślę, że chciałbyś być jak najszybciej zdrowy. Chociaż twoje rany są idiotyczne.
-Nani?!
-Niepotrzebnie odsłoniłeś się przed Chiyo.
-Wcale nie! Musiałem walczyć i z nią i z jakimiś jej tam wspólnikami! - oburzył się Kakashi.
-Właśnie, że tak! Zamiast zająć się jednym, walczyłeś z nimi dwoma!
-A ty zdychałaś, bo musiałaś wziąć to gówniane lekarstwo!
-Ono nie jest gówniane! A w ogóle, co to za pomysł odsłonić plecy przed wrogiem?!
-A co miałem robić? Mierzyli na ciebie! A reszta była zajęta!
-Przecież to była pułapka! Chcieli ciebie tam zwabić!
-A co? Miałem stać i patrzeć jak w ciebie leci pięć kozuka?!
-Miałam przy sobie kwaiken!
-A skąd miałem wiedzieć?! - nie miała odpowiedzi.
-Po prostu... zbyt wiele ryzykowałeś, ratując mnie. Mogłeś umrzeć. Wiesz, centymetr dalej i... - nie mogła dalej mówić.
-Wiem - odparł szorstko.
-Gomen - odezwała się po chwili milczenia.
-Urusai! - warknął. Ale kiedy zobaczył smutek na jej twarzy, poczuł się niepewnie - Gomen. Twoje włosy... - zająknął się. A tak. Podczas walki jeden z kozuka ściął jej włosy. Niedużo, ale Kakashi czuł się winny. Wcześniej, długie blond włosy, teraz sięgały jedynie ramion.
-Nie martw się moimi włosami. To idiotyzm trzymać takie długie. Przeszkadzają w walce - zamilkła - Ale z nas idioci. Przepraszamy się na przemian - westchnęła. Przytaknął - Smakowało?
-Hai. Arigatou.
-Do itashimashite - zabrała tace i wyszła.

Po co dla nie ryzykował?! Co za cymbał. Rozeźlona zmywała naczynia i garnki. Skończywszy, usiadła zmęczona przy stole z kubkiem herbaty. Powąchała jej. Aromat herbaty zawsze ją uspokajał. Przypominał jej matkę. Zajmowanie się tym wariatem wykończyło ją. Kiedy leżał omdlały, leczyła go przez kilka godzin. Ominęła fakt, że taki proces intensywnej kuracji może kosztować jej zdrowie i pogłębienie jej choroby. Oparła łokieć o stół i podtrzymała czoło swoją zimną dłonią. Znowu było jej zimno. Do licha z tym cholerstwem. Napiła się herbaty. Ręka jej drżała. Było jej zimno i gorąco na przemian. Zaczęła się pocić. Czuła jak kręci się jej w głowie. O, nie! Nie teraz!

Kakashi ze schodów obserwował ją. Zmywała z prawdziwą furią. Aż tak ją zdenerwował? Zmartwił się. Nie chciał być powodem jej zmartwień ani stresów. Nagle zobaczył wypieki na jej twarzy. Zaniepokoił się. Ale nie ruszał się stąd. Może była zła. Widział, jak trzęsą się jej ręce. Nagle jej oczy zaczęły się przymykać i zamknęła je. Głowa opadła jej na stół, a kubek upadł na podłogę. Rozbił się. Herbata rozlała się po podłodze. Dłonie zwisały jej bezwładnie. Włosy zasłoniły jej twarz.
-Kikyo!

- - - - -

Wystarczająco długi? TAK. Macie. I cieszcie się.

Ayaka 21 czerwca wyjeżdża do Chin! I nie wiem, kiedy sie doczekacie nowej notki^^. Może coś skrobnę przed wyjazdem.

Powiadomię jutro. Ale mi się nie chceeee T.T...
komentarze [4]

XXVI. >> poniedziałek, 2 czerwca 2008 23:27:03
Więc rączki Ayaki wyzdrowiały.

Zanim się upewnisz, że chcesz dale czytać, zastanów się. Dalej są wyznania Ayaki. Niewarto. Naprawdę. Przejdźcie od razu do rozdziału.

Więc Ayaka jest naprawdę zła.
CHOLERA, BĘDĘ MIAŁA 4.78!!!
A zapowiadało się na 5.14... T.T
Moja kaa-san jest naprawdę mną zawiedziona.
Ja sobą też.
To był taki paskudny rok!
Dobrze, że 21 czerwca Rabu wyjeżdża.
O, to moj nowy nick.
Wymyślony przez mojego otouto. Prziecież w Bleachu nazywali Love'a Aigawę Rabu. Więc odkąd posiadam bloga, który w nazwie posiada słowo "love" zostałam Rabu.
Dziwnie.
To męskie, czy damskie imię?

Notka... jest dla nie wiem kogo. Może dla mojego księcia? Nie. Ona jest napisana dla mnie.
Na poprawę humoru.
Boże (przepraszamm, przepraszam, przepraszam za bluźnierstwo!).
Ja naprawdę będę miała taką kiepską średnią.
Mogę się pożegnać ze skanerem. Z dumą. A moja kuzynka zdała do elitarnego liceum w Chinach! No, jest Chinką, ale dostanie się do takiego liceum to nie byle co!
Boże, jak ja mam się pokazać rodzinie?!

Zabiją mnie.

Żywcem.

Jedyne rzeczy, jakimi mogę się pochwalić to ładna kolekcja mang, nowe buty, nowy telefon, nowy styl ubierania (zgorszenie u rodziny, eeech! Mam opinię snobki, osoby zarozumiałej i złośnicy. Po prostu świetnie^^), nowe okulary, pogłębiona wada wzroku i mój wzrost. Ha, jak na Chinkę, to jestem wysoka.

- - - - -

Kakashi nie należał do osób, które się boją, o nie! W ogóle, co to jest strach?
Shinobi się nie boi.
Dajcie spokój!
Shinobi srający w gacie ze strachu?
To brzmi jak nieudany żart.
Kakashi się nigdy nie bał. Chyba, że był na tyle głupi i nigdy… jakoś nie wierzył w nich. A, że ofermy, że sobie nie poradzą, że nie umieją, że… no, właśnie „że”. Miał wiele tych swoich „że”.
Nie umiał zaufać nikomu innemu oprócz towarzyszowi i uczniowi. Ale przyjaciołom? Niby im wierzył, ale aby ich uratować choćby od zadraśnięcia, był Kakashi gotów wskoczyć w wir walki, bo kunai leciał.
No, bo…
…bo?
Dlaczego nie chciał wierzyć w nich? Bo kiedy nie wierzył, czuł, że ma kontrolę, czuł się potrzebny. A kiedy dochodziło do niego, że się usamodzielniają, nie chciał słuchać. Że duża/y jest, że umie się obronić. Phi! Co oni wiedzą o obronie? O obronie wie tylko on! Tylko on, syn wielkiego White Fang’a! Tylko!
A co taka mała smarkata jak Kikyo miała wiedzieć? Tylko córka jakiegoś tam Kamikaze.

Usiłował siebie przekonać, że to nie jego wina. Co, jego wina, że ciało samo zareagowało? Nie, definitywnie nie. Kakashi nie odczuwał wyrzutów sumienia. Że znajdował się właśnie ranny, w kałuży krwi. Jej metaliczny zapach drażnił jego nozdrza. Ale przynajmniej uratował ją od małego zadraśnięcia. Na tym idealnie gładkim, bladym udzie. Coś do niego mówiła. Coś mówiła…?
Mówił…?
…a?

-IIEEEEEEEEEEEEEEE! – nie, to nie był zrozpaczony pełen smutku i rozdzierający krzyk młodej dziewoi. To był raczej ryk wściekłości, frustracji, irytacji i bezradności. – JESTEM MEDIC NINJA, CZY NIE, DO CHOLERY, CO?! DOPUŚCIE MNIE DO NIEGO! DO JASNEJ CHOLERY, DOPUŚCIE MNIE DO NIEGO! – trzech pielęgniarzy usiłowało powstrzymać rozszalałą kobietę od użycia broni i siły przeciwko nim. Robiło się niebezpiecznie, bo chcieli dać jej zastrzyk uspokajający, ale Kikyo zręcznie im uciekła i uderzyła z łokcia jednego z nich tak, że upadł na ziemię. Ktoś chwycił ją za prawą nogę. Ktoś chwycił ją za lewa nogę. Za ręce też. I nagle… świat zniknął. Głowa kobiety opadła bezwładna.

-Co ja tu robię?! – wrzasnęła wściekła. Kurenai obierała jabłko spokojnie. Asuma siedział zachwycony ogromnym rozmiarem brzucha ukochanej. Posyłając jej co chwila piękne, acz dla Kikyo za słodkie spojrzenie niewolnika. Nagle otworzyły się drzwi.
-Co to ma znaczyć, co, Namikaze? – warknęła Ho Kage. Rudowłosa siedziała cicho. – CO TO MA DO DIASKA, ZNACZYĆ?!
-Ja…
-Tak, wiem, ty – parsknęła zirytowana. – Jak mogłaś? Daiki mógł dostać poważnej kontuzji!
-Jego wina. Nikt inteligentny nie szarżuje na mnie sam – podkreśliła z dumą ostatnie słowo.
-Idiotka.
-Dziękuję za komplement, Go Daime.
-Ależ nie ma za co. Cała przyjemność po mojej stronie, Kikyo-hime.
-Dziękuję za łaskawość, Tsunade-hime - głos obu kobiet ociekał takim jadem, że Kurenai zaczęła się zastanawiać, czy wystarczyłoby na otrucie ich obydwu.
-A teraz na poważnie, Kikyo. Nie dopuścimy ciebie do niego.
-Ale dlaczego?!
-Bo tak. Bo zaczniesz wyczyniać jakieś idiotyzmy. Nie chcę, abyś mi zaaplikowała mu coś na… na zakażenie, kiedy on ma obrażenia i zewnętrzne i wewnętrzne.
-Wiem! – warknęła Kikyo. – Nie pouczaj mnie. Nie jestem głupia.
-Wiem. I dlatego chcę, żebyś uszanowała moją wolę. Do końca jego pobytu w szpitalu masz zakaz oglądania i badania na własną rękę pana Hatake.
-Na… nani?!
-To, co powiedziałam. A teraz odpoczywaj. Niedługo idziesz na kolejną misję.
-Demo…! – ale Go Daime już wyszła. Kikyo opadła ciężko na poduszki.
-Nienawidzę jej! – na sali zapadła cisza.

Kikyo nie należała do osób, które się boją. Nie, nie należała. Ktoś, kto się boi nie działałby przeciwko wyrokom czcigodnej Ho Kage.
Ktoś, kto się boi nie byłby w stanie ukraść rannego mężczyznę z sali szpitalnej.
Ktoś, kto się boi nie umieściłby go w swoim domu.
Ktoś, kto się boi to na pewno nie Kikyo Namikaze.

- - - - -

Mówi się, że opowiadania, które ciągną się przez kilkadziesiąt rozdziałów i jedyną pointą jest wyznanie miłośći dwóch osób jest do dupy.
Boże, mam 26 rozdziałów. I mam tu dociągnąc pewną parę.

Boże.

Doszło do mnie.

Moje opowiadanie jest do dupy!!
Cholera.
Nie, ja chyba jednak wracam uczyc się historii. Tak, tak manifestacja 27 lutego, bla, bla, Jakub I, Wielka Karta Swobód, tak, fantastycznie, kolonizacja, uhm, dupa, Joselewicz, Meisels, Paskowicz, Luders, Konstanty I, tak, jasne, Deotyma... pocieszę się jednym. Zdaję na 6 z historii. Jako jedna z sześciu.
O mój zasrany aniele.

Ja nic nie umiem! T.T...

A zdaję jutro.

Po prostu... FANTASTICH.

PS poinformowałam dzisiaj tylko Gwina i Vidię. Jutro reszta, bom zmęczona, a Berek Joselewicz, Berisz Meisels, monarchia parlamentarna, kolonizacja Ameryki Południowej, salony literackie i sytuacja przed powstaniem styczniowym wciąż na mnie czekają!

PPS poinformuje Was, jak będzie mi się chciało. Bo szczerze...? Nie chce mi się. Mam dzisiaj w nosie, czy komus się spodoba, czy nie. Ma się mi podobać. A podoba mi się ze wszystkimi swoimi wadami.

komentarze [8]

XXV. >> środa, 16 kwietnia 2008 22:12:19
Dla mojej, najmojszej i jedynej Juchise! Dla mojego złotka, mojej Pani^^.

Widzicie tu bosssssssssski szablon jej wykonania!

Notka ta jest dla Ciebie, mój skarbie ^^.

Pisane przy moich ukochanych chińskich piosenkach (Jay ChouXD), Moulin Rouge, I drove All Night, Greased Lightnin', piosenkach Cher i wiele innych^^.

- - - - - -
-Gdzie jest Naruto?
-....? - musiała przerwać tę romantyczną chwilę?
-Gdzie... gdzie jest Naruto?
-E....
-Kakashi...! - jej głos nabrał ostrzegawczego tonu.
-Zostawiłem ich samych z braćmi Hagato...
-NAAAAANI?!
-Zostawiłem ich z tymi braćmi!
-...
-Kikyo, spokojnie! - on też zaczynał się robić stanowczy.
-Jestem SPOKOJNA!
-Ależ oczywiście. - odpowiedział uprzejmie.
-Ty... ty nie wiesz! Ty nie wiesz jak to jest! Nie rozumiesz!
-Jak "co" jest? - rzeczywiście nie rozumiał.
-No... mieć kogoś bliskiego! Kogoś nieodpowiedzialnego, kogo się kocha, kogo...! - głos jej się urwał.
-Nie wiem? - spytał się jakby spokojnie. Idiotka z ciebie, Namikaze! No, i co ja mam teraz, do jasnej cholery robić?! myślała gorączkowo.
-Ja...
-Myślisz, że moja grupa, Sasuke, Naruto, Sakura to... to dla mnie obcy ludzie? Myślisz, że... że mnie nie bolało jak Rin zaginęła? Jak Obito zginął? - nałożył nacisk na ostatnie słowo - Myślisz, ŻE DO CHOLERY TYLKO TY MASZ BRATA?! TYLKO TY MASZ JAKĄŚ IDIOTYCZNĄ OSOBĘ, O KTÓRĄ SIĘ MARTWISZ?! - był rozżalony. Czemu ona go tak obchodziła? Czemu każde jej słowo tak go absorbowało? Czemu go obchodziło, co ona mówi? Był wściekły.
-No...
-No co?! CHIKUSCHO, CZY TY MYŚLISZ, ŻE NIE LECIAŁBYM TU JAK SZALONY, NIE WRZESZCZAŁBYM AN NICH ZA NAWET CHOLERĘ ZNACZĄCE BŁĘDY, GDYBY MI NA TOBIE NIE ZALEŻAŁO, TY WALNIĘTA EGOISTKO?!
-Iie... - odpowiedziała zawstydzona. - Mate! - jej mózg musiał przyjąć coś do wiadomości. Raz, dwa, trzy... cztery? Nie, jeszcze nie tak daleko! Jeszcze nie doszła do czwartego poziomu, aczkolwiek niezaawansowanego poziomu myślenia. Dwa, trzy, cztery... pięć? - Tobie na mnie zależy? - wykonała dziwne gesty. Machała dłońmi cały czas wskazując to an siebie, to na niego.
-I na tym polega twój gówniany problem, Kikyo. - roześmiał się gorzko - Myślisz, że tylko ty się o kogoś martwisz. Podczas, gdy wszyscy się martwią o ciebie. Bo Naruto już nie jest tym małym chłopcem, którego pamiętasz. On ma do cholery szesnaście lat! Jest bardzo dobrym shinobi! A ty go niańczysz!
-Wcale go nie niańczę!
-Nie chodzi mi o takie niańczenie fizycznie. Na jego widok topnieje ci serce. Jak go widzisz, to rozczulasz się do granic możliwości! Masz obsesję na jego punkcie. - czyżby na jego ohydnie seksownej twarzy pojawiło się cholernie pociągający grymas? - Mogłabyś być jego matką. Hinata będzie miała straszną bratową-teściową. - westchnął trochę rozbawiony - Nigdy nie będziesz dla niego Kushiną, choćbyś nie wiem jak bardzo starała. Po prostu jesteś jego siostrą i trzeba mu o tym powiedzieć, Kikyo. Musisz to sobie uświadomić. - powiedział poważnie.
-Zaraz, zaraz... Hinata? Ja? Bratowa?!
-Każdy wie, że lecą na siebie. Ty też, ale nie chcesz dopuścić tej wiadomości do siebie. Chyba nie myślisz na poważnie, o tym co ci powiedział Minato-san, prawda? Przecież nie będziesz się nim opiekować całe życie! - był lekko zaskoczony swoją błyskotliwością. Tak, tak dzieci... (jak mówi mój pan do historii^^) człowiek się uczy całe życie (a to nam zawsze powtarza moja polonistka).
-...
-Ty chyba naprawdę nie myślałaś, że... że będziecie razem mieszkali do końca życia, co?!
-... - spuściła zawstydzona głowę.
-Och, Minato-sama! - spojrzał na nią z politowaniem - Jak z tak błyskotliwego człowieka, właściwiej dwóch błyskotliwych ludzi mógł się narodzić taki tępak?
-Kakashi! - oburzyła się.
-No, myślę, że sobie poradzili. - o co mu chodzi? Nagle przeskoczył na inny temat.
-Nani?
-E... no, Naruto i reszta sobie poradziła. - wstał i otrzepał spodnie.
-A więc... więc... ty przeklęty, obrzydliwy, wstrętny...
-... tak, ja, wiem.
-... ty... - zignorowała go - Ty... ty zasrańcu! ZAPLANOWAŁEŚ WSZYSTKO!
-Ależ oczywiście, daarin'. - uśmiechnął się zabójczo (nie miał maski), a jednak pod tym uśmiechem krył sie cynizm. Miała ochotę pięknym kopniakiem zetrzeć mu to wstrętne coś z twarzy i zakończyć tę farsę. Ale niestety - drogie dzieci - tego typu marzenia rzadko się spełniają.
-Przewidziałeś i...!
-Tak, tak... wiem. W końcu żyję już 30 lat na tym świecie. I jestem starszy od ciebie, złotko.
-Zabiję! - wrzasnęła podnosząc się na nogi.
-Nie zabijesz. - odpowiedział spokojnie. - Doprawdy, nie mam zielonego pojęcia jak zostałaś Jouninem. Chyba musiałaś przekupić Sandaime. - mruknął, osłaniając się przed jednym z jej ciosów. No, koniec żartów. Z jej nienormalną siłą (druga Tsunade==) i temperamentem lepiej nie zaczynać. Ale on tak lubił się z nią droczyć! To było zabawne. Ups! Znowu to przeklęte kopnięcie. Ma nawet ładne nogi. No, i jest słodka kiedy się wścieka. O, mój Boże. Źle z tobą, stary. Pomyśl logicznie. Jak ponad 5 lat młodsza kobieta może ciebie pociągać? Ależ oczywiście, że może. Nawet wiele młodsze mogą być dla facetów seksowne. Ale dla Kakashi'ego to było imposibul. Po prostu - no way!. Przecież on jest za stary na to!
Człowiek nigdy nie jest za stary na miłość, chłopcze.
... znowu ty? Jęknął w myślach.
Tak, ja. I tym razem nie odpuszczę. Skoro już wiesz, że jednak darzysz kogoś swoją miłością...
Nikogo nie darzę żadną cholerną miłością! Oburzył się nasz Kakaś^^.
... to sprecyzujmy, kimże owa urocza i godna uwagi osoba jest.
Dosłownie, zaraz...
... mówiłeś coś o zabijaniu, dziecino?
Poddaję się.
Zawsze wierzyłem w swoje zdolności.
Czego chcesz?
Powiedz jej te cholerne dwa słowa i spadaj, pochrzaniony debilu.
Jakie?
Jak nadal nie wiesz, to jesteś naprawdę hopeless, chłopie.

-Nie jestem! - powiedział na głos Hatake.
-... co? - spytała się Kikyo. Najpierw się nabija, potem zastyga w bezruchu, dziwnie gapi się na nią, a potem nagle budzi się stwierdzając, że "nie jest". Świat jest dziwny.
-To... idziemy po Naruto? - i znowu cichy i obojętny? Ten człowiek jest dziwny. Bardzo dziwny. Czy ona kiedykolwiek go zrozumie? I czemu ma takie zmiany nastrojów?

- - - - - -

-Naruto! - jej rozdzierający krzyk był jak alarm. Chłopcy się podnieśli.
-... - Kakashi wzruszył ramionami na ich zdziwione spojrzenia. To chyba nie jego wina, że ta idiotka leci jak szalona, bo braciszek ma walkę z kimśtam z Hagato? Shikamaru podrapał się w tył głowy ziewając. Shino i Sasuke kompletnie olali dziwną radość Kikyo. Po tym jak skończyła tulić do siebie biednego, zmęczonego i wykończonego Naruto, zaraz zaczęła lać łzy, wrzeszczeć także i ich imiona i przytulać skacząc od jednej osoby do drugiej. Chłopcy poczuli się zakłopotani. Hinata nigdy nie okazywała tyle uczuć wobec Shino, jak w przypadku Naruto. Co do Sasuke i Naruto, to Sakura była raczej wylewna. A Ino skakała na biednego Shika-kun. Ale i im jakoś się miło zrobiło, kiedy ktoś się tak cieszył, że są cali i zdrowi.

- - - - -

-Co się właściwie stało, kiedy my walczyliśmy? - zapytał się nagle Naruto. Siedzieli przy ognisku. Jutro już mieli stawić się w wiosce.
-... - Kakashi i Kikyo wymienili zakłopotane spojrzenia - NIC! - wrzasnęli histerycznie razem.
-Czyli coś się stało. - stwierdził Shikamaru, zapalając jednocześnie papierosa.
-Nic się nie stało. - odpowiedział spokojnie Kakashi.
-Stało. - odparły dwa głosy. Naruto i Shikamaru.
-A niby skąd wiecie? - Kikyo spojrzała na nich niewinnie.
-Po pierwsze, zanim odpowiedzieliście była cisza. Gdyby było w porządku, to Kikyo-sama z ożywieniem zaczęłaby nam opowiadać. Po drugie, odpowiedzieliście krzycząc i trochę za nerwowo. Po trzecie, spojrzeliście się na siebie, szukając potwierdzenia. - Nienawidzę inteligentnych, zarozumiałych smarkaczy. Nienawidzę. Kikyo w myślach przeklinała naszego biednego Shikamaru - I o ile się nie mylę, to Kikyo-sama teraz zwymyśla na mnie.
-... - spojrzała na Kakashi. Ten wzruszył ramionami, odwracając głowę. - Czy miałeś przyjemność posiadania misji z drużyną dziesiątą? - w tym pytaniu kryło się... ojej. Kakashi poczuł się w pułapce.
-Eeee...
-Cóż za błyskotliwa odpowiedź! - zakpiła.
-Urusai. Miałem. I są doskonale zorganizowani. A Nara jest nieoceniony, jeśli chodzi o pracę zespołową.
-Och, przymknij swoją gębę, Hatake. - chłopcy byli pod wrażeniem. Jeszcze nigdy tak nie było, żeby ktokolwiek odezwał się do Kakashi'ego w podobnie niegrzeczny sposób.
-Podważasz mój autorytet, Namikaze. - powiedział teatralnym szeptem. Chłopcy się roześmiali. W kobiecie się gotowało ze złości.
-Nienawidzę ciebie. - syknęła.
-Nie, żeby mnie to jakoś unieszczęśliwiało. - Kikyo prawie płakała ze złości. Oczywiście, w myślach.
-A jak twoje sprawy, Shika-kun z Ino-chan? - trzeba wytoczyć ciężką artylerię. Oczywiście, nasi zboczusie od razu przenieśli uwagę z biednej Kikyo na Narę.

- - - - -

-Wstawaj. - Kakashi szturchnął ją.
-Nie chcę! - jęknęła, zakopując się jeszcze bardziej w śpiwór.
-Wstawaj! - rozkazał, ale jedyne co dostał to ciężkie sapanie.
-No, to co robimy? Chcielibyśmy z Sasuke wrócić przed wieczorem. Sakura nas zabije... i mówię dosłownie. - powiedział Naruto przypominając sobie ostatni wybuch Sakury. Bo wrócili o zmierzchu. Potem leżał w szpitalu dwa dni.
-Możemy krzyczeć. - zaproponował Kakashi.
-Ale wszyscy mamy kaca.
-Ona też i jest medic-ninja. Na pewno ma coś na kaca.
-No, nie wiem... - Shikamaru był zażenowany. On jeszcze nigdy nie krzyczał.
-Nie warto pocierpieć dla chwili...?
-Iie.
-Świetnie. No, to wy dawajcie pomysły. - mruknął Kakashi. Shikamaru westchnął. Ino potrafiła wrzeszczeć na niego cały dzień. Mou, co za kobieta!
-A może...? - Naruto uśmiechał się. I to był zboczony uśmiech.
-Hmmm?
-Może wyciągniemy ją siłą ze śpiwora?
-A jak ona... eee... śpi bez ubrań? - zająknął się Kakashi.
-Cóż... to jej problem. Jest na misji z czterema facetami. Mogła się spodziewać.
-Wy... - Kakashi przełknął ślinę - wy nie widzieliście jej... siły, prawda?
-Iie. - odpowiedzieli zgodnie, jak dzieci w Akademii.
-No, to fajnie. Marzyłem o tym. Róbcie, co chcecie. Ja umywam ręce. - i się odwrócił.
-Daj spokój, sensei! Wiemy, że ty też byś chciał ją zobaczyć. - Naruto spojrzał na niego.
-Wcale nie.
-No, to pańska strata. - Kakashi odwrócił się i odszedł - Dobra, chłopaki. Ja rozepnę trochę śpiwora, a wy jak znajdziecie jej ręce, to wyciągnijcie.
-Ok. - zgodzili się bez namysłu. To był błąd. Wielki błąd.

-GUAAAAAAAAAAAH! - to był ryk Naruto. Siła nogi Kikyo go całkowicie powaliła.

-Wasza wina. - Kikyo obrażona bandażowała i leczyła chłopców. - Mnie można budzić tylko wrzeszcząc.
-De... demo... T.T
-Kakashi wam nie mówił?
-Móóóówił. - zajęczał Naruto.
-Trzeba się słuchać starszych. - powiedziała zarozumiale.
-Skąd mieliśmy wiedzieć? - jęknął Shikamaru.
-No bo zawsze trzeba się słuchać starszych, kotku. - mrugnęła do niego. Skończywszy tutaj swoją robotę, zabrała się za sprzątanie obozowiska. - Kai! - ich klony zniknęły. Były odpowiedzialne za alarmowanie w razie niebezpieczeństwa. - I dlaczego im pozwoliłeś, co? - warknęła do stojącego za nią Kakashi'ego.
-Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
-Wyobraź sobie Hatake, anata, że ja też robię postępy, choć nie jestem geniuszem.
-Wyobrażam sobie.
-Ponawiam pytanie. Dlaczego im pozwoliłeś na to, co?!
-A co się stało?
-Cóż... pomijając fakt, że miałam na sobie tylko koszulkę i... eee... dolną część bielizny, to nie, absolutnie nic się nie stało!
-No, to problem z głowy.
-Ty, przeklęty...! - odwróciła się z zamiarem uderzenia, ale o dziwo! Zatrzymał jej cios.
-Chyba, że chcesz, abym to ja następnym razem wyjmował ciebie ze śpiwora, Kikyo... - uśmiechnął się uwodzicielsko, pochylając się nad nią. I jak wymówił jej imię!
-Dorwę cię kiedyś, Kakashi. A wtedy nawet mój Tou-san ci nie pomoże. - syknęła wściekle i odwróciła się. Szkopuł w tym, że... jej policzki palił wstrętny i żywy rumieniec.

- - - - - -

Kiedy byli już całkiem niedaleko Konohy, nagle zrobiło się dziwnie. Kikyo rozejrzała się. Wyczuwała obcą chakrę. Wymienili z Kakashi'm spojrzenia. Ktoś bardzo, bardzo umiejętnie się skrywał. Aburame też drgnął. Ale reszta nic nie czuła. Ach, Shino i te jego robaczki!
"Ktoś tu jest" Kakashi poruszył ustami, nie wydobywając dźwięku.
"Przecież wiem!" oburzyła się.
"Wiesz może kto?"
"Iie. Hagato wyeliminowaliśmy (delikatna forma od słowa - ZAMORDOWALIŚMY! XD), więc kto?"
"A skąd ja mam wiedzieć?"
"Nie dawajmy im znaku, że wiemy."
"Lepiej im to pokazać! Wtedy stracą kontrolę i nie będą wiedzieli co robić!"
Dzyń.
Ale nikt nie krzyknął. Każdy zachował spokój. To Naruto nadepnął na linię. Kakashi trzymał w objęciach Kikyo i zasłaniał jej twarz dłonią. Sasuke, Shino i Shikamaru rozglądali się wokół podejrzliwie.
-Ach, więc jednak dali się złapać! Co za idioci. - rozległ się jakiś kobiecy głos. Kto? Kikyo przeszukiwała w pamięci. Kto mógł mieć taki głos, no kto?! Kakashi spoglądał na nią. Więc chyba wie.
-Ch... Chiyo!

--------

No, to chyba jest długa, nie? Mam nadzieję, że się podoba. Poinformuję Was jutro, bo dzisiaj muszę już spadać.

Jeszcze raz, dla Juchise^^.

komentarze [25]

Eeee... jakby to nazwać? >> sobota, 12 kwietnia 2008 23:37:33
Więc, z racji tego, że kilka dni temu, a dokładnie 8 kwietnia minął rok odkąd założyłam tego bloga, a także minął dzień moich urodzin, postanowiłam napisać notkę.

Tak, tak... Ayaka miała 8 kwietnia urodziny i jest o rok starsza... cóż, ale nie jestem aż taka stara^^.

Notka będzie dotyczyła mojej nowej OC, kompletnie nowej. Już teraz nie ma żadnych wpadek, jak na przykład nie zgadzał mi się wiek itd. Wszystko jest teraz aaaabsolutnie perfekt. Dopięte na ostatni guzik. Lata obliczyłam i mam wszystko, bua ha ha ha ha! No, to zaczynamy.

A, i ponieważ to nie jest notka o Kikyo, to NIE INFORMUJĘ.

ojo-san - panienka

- - - - -

Kakashi spojrzał ponuro na barmana. Cóż, z czego był nasz Hatake niezadowolony? A jak to jest, gdy tracimy kolejną bliską osobę? On ją stracił... ile lat już minęło? Ach! Okrągła liczba! Stracił ją dziesięć lat temu. Jak to było niedawno...! Czy każdego, na kim mu zależy musi stracić? Te dziesięć lat minęło jak z bicza strzelił. Pamiętał każdy szczegół. Miała rude włosy. Rude, jak matki. I przejrzyste niebieskie oczy. Dosyć nietypowe połączenie. Dzięki swoim oczom zyskała imię, takie jakie miała. Niebo. Niebo. Niebo.

- - - - -

Strażnicy przy bramie spoglądali nieufnie na przybyszkę. Była cała we krwi. W oczach było widać jakąś determinację. Na plecach trzymała jakąś osobę. Kobieta miała rude włosy. Miała opuszczoną w głowę w dół, co jakiś czas pokasłując i wypluwając kolejne ilości krwi. Osobnik na jej plecach miał kruczoczarne, długie włosy, podczas, gdy jej były krótko obcięte.
-Otwierajcie, no! Nie mam czasu na zabawy!
-Nie możemy, ojo-san, przykro nam. - strażnik spojrzał na nią z rezygnacją. A bo mało mieli takich aktorów? Bueh! Nagle w bramie stanął jakiś mężczyzna. Strażnicy w uldze podeszli do niego i wyjaśnili sprawę. Mężczyzna podszedł bliżej. I on nie darzył nowo-przybyłej zaufaniem.
-Pokaż twarz. - zażądał.
-Jak, do cholery nie otworzycie mi tych drzwi, to ona umrze! Rozumiecie?! Umrze! - wrzasnęła kobieta i niechętnie podniosła głowę.
-Ależ nie ma powodów do... - mężczyzna zaniemówił. Patrzył na kobietę z przerażeniem i szokiem. Strażnicy byli zdziwieni. A może była silna? Tylko dlaczego nie weszła jeszcze do wioski...?
PLASK!
Mężczyzna odleciał na kilka metrów do tyłu.
-Tym razem byłam delikatna. Albo mnie wpuścicie, albo poznacie moją prawdziwą siłę! - krzyknęła. Nagle do bramy podbiegł jakiś chłopak.
-Kim pani jest?!
-A co ci... - zaczęła, po czym nagle urwała - Konoh... Konoha... Konohamaru! - w oczach stanęły jej łzy. - Idź. Idź i powiedz Hokage-sama... - kaszlnęła i znowu wypluła krew.
BACH.
Zemdlała.

- - - - -

Słyszała jakieś głosy. Czuła się lekko odurzona. Zastosowali jakieś środki. Powoli otworzyła jedno oko. A potem drugie. Jej oczom ukazała się twarz jakiejś dziewczyny.
-Obudziła się. - odezwała się głośno.
-Shizune! - powiedziała na głos, po czym powoli usiadła.
-No, nareszcie się obudziłaś! Trzeba było powiedzieć, kim jesteś. - blondwłosa piękność zmarszczyła brwi, po czym się uśmiechnęła. - Nie spodziewaliśmy się ciebie. Wybacz nam takie eee... takie... eee... chłodne przyjęcie.
-Ależ nie ma za co.
-Nie wiem, po co mnie wtedy uderzyłaś. - usłyszała jego chłodny głos. Odwróciła głowę. Leżał na tej samej sali, co ona. Miał obandażowaną twarz. Od nosa w dół, bo siła jej ciosu była doprawdy niebywała.
-Bo zasłużyłeś. - lekarze z trudem ukryli uśmiech, a pielęgniarki zachichotały. Tsunade westchnęła ze zrezygnowaniem. Znowu zaczynają! - A, gdzie jest Ume? - rozejrzała się wokół, ale nigdzie nie widziała czarnej czupryny.
-Ona... ona jest na badaniach.
-Doskonale. Myślałam, że nie przeżyje.
-Co się stało? - spytał się zainteresowany mężczyzna.
-Nie twój interes, Hatake. - warknęła kobieta.
-Twój temperament nie zmienił się, co do joty, Namikaze.

- - - - -

Krótka, bo krótka, ale mi się podobała.

Wolicie to opowiadanie, czy moje stare? Bo nie wiem, które pisać^^'.
komentarze [5]

Info >> piątek, 4 kwietnia 2008 22:32:02
Jak widzicie, jest nowiutki szablonik^^. To jest tymczasowy, bo żadnego z Kakashi'm godnego uwagi nie znalazłam (i tak mało jest szablonów z Hatake takich długich, nie minimalistycznych, co mnie niesamowicie denerwuje)Tamten mi się zepsuł T.T... szukam szablonisty. I prosiłabym osobę, która by mi wykonała szablon... no, nie chcę popędzać, ale chciałabym go otrzymać w najpóźniej miesiąc od złożenia zamówienia.

Zastanawiam się, czy nie zacząć tego opowiadania od początku. Bo sam wątek mi się tak znudził, że mam pomysł na nowy. "... tylko czy kiedyś się odważę?" fragment "Remedium" M. Rodowicz.

Ogólnie to opowiadanie mi się znudziło. Może napisanie od nowa, to dobry pomysł? Jedyny argument "przeciw" polega na tym, że mi żal tych wszystkich rozdziałów. Tak strasznie mi ich żal. Kurde. Nie umiem się ich pozbyć. Chomik ze mnie==. Muszę się zdecydować, jak zrobić. Wiecie co? Postanowiłam. Podejmę decyzję do... no, do czwartku. Tak. W środę mam test z WOS-u. W czwartek kartkówkę ze "Skąpca". I kartkówkę z biologii. I muszę z tej idiotycznej biologii odpowiadać, bo 3 nie można poprawiać. Cholera. Dlaczego ja jeżdżę na takich beznadziejnych ocenach? Co prawda, pierwszy semestr się pięknie malował ze średnią powyżej 4.9, a teraz... buuu... cóż.

Zmieniłam też imię głównej bohaterce. Teraz nazywa się Sora. W sensie, w tym drugim opowiadaniu, które prędzej, czy później opublikuję. Sora Namikaze. To imię przyszło mi do głowy przy słuchaniu "Nagareboshi", czyli Shooting Star. W sumie - to ładny jest ending, prawda? Pomysł ich mundurków niesamowicie mi się podobał.

No, i zaczynam mieć pasję na temat ShikaIno. W sumie, to nie znalazłam na ff.net ani jednego Polaka/Polki piszącej o ShikaIno. Wszystko po angielsku... no, nie. Są NaruHina, SasuSaku po polsku, ale ShikaIno - jak to mówi mój pan od matmy - sympatyczne zero.

No, to Ayaka musi się namyślić.

PS przeczytałam Shippuuden Chp. 396 (liczone od początku, czyli od tej pierwszej części Naruto). Moim zdaniem to Obito jest Tobi. I szkoda, że Dei-chan umarł... T.T
PPS nawet Sharingany się zgadzają! Tobi ma na razie tylko prawe oko (z perspektywy Tobi'ego), a Kakash ma Sharingana w lewym!
komentarze [6]

XXIV >> poniedziałek, 10 marca 2008 22:51:30
Ayaka nareszcie napisała nową notkę! A to tylko dlatego, że mam jutro na druga lekcję i mam praktycznie dwie lekcje^^. Bo mam polski, niemiecki, matmę i etykę. Z etyki zwolnieni jesteśmy, jak zawsze. A na matmie mamy zastępstwo z bibliotekarką. Więc może uda mi się poprosić mamę o napisane zwolnienia.
A, chciałabym zadedykować!

Gwinowi
Juchise
wracaj do nas!!
Vidii
Ireth
Natalii
(z Tobą byłam jeszcze za czasów shaq.blog.pl^^)
Alex
i MissTake, czy jakoś tak. Moje drogie dziewczę, zgubiłam adres Twojego bloga==.


Pisałam to, słuchając Czajkowskiego (Pas de deux z Dziadka do orzechów).

- - - - -

Aimi wpatrywała się beznamiętnie w okno. Ciągle jej coś ulatywało. Czuła się senna i wiecznie zmęczona. Ciągle jej myśli wracały do Kakashi’ego. Myślała o tym, jak by było cudownie znaleźć się w jego ramionach… móc trzymać go za rękę. Móc być z nim. Koło niego. Ale nie. Musiał pójść na tę durną misję! Na t idiotyczną misję. Prychnęła zirytowana. Ratować Kikyo? Ją? Ona zawsze umiała sama się uratować. Po co jej Kakashi? Usłyszała kroki. Poprawiła szlafrok odruchowo i odwróciła się.
-Och, obudziłeś się, Hisao-kun! – zatrzepotała rzęsami. Mężczyzna uśmiechnął się. Ale potem zmarszczył brwi.
-Musimy porozmawiać, Aimi.
-A-ale.. ja-a… - zaczęła się jąkać. Wiedziała o czym będzie ta rozmowa.
-Nie ma „ale”. – spojrzał na nią swoim wiercącym wzrokiem.
-Tak jest. – schyliła głowę – Pozwól mi się tylko ubrać.

Katsu miał nieco zamglone oczy. Był bogaty? Był. Dlaczego jej nie interesował? Dlaczego zawsze patrzyła na niego z mieszanką litości i pogardy? I nie wiadomo skąd – jakiegoś dobra. Czuł w jej spojrzeniu jakieś… nie, nie życzyła mu źle. Po prostu – nie obchodził ją. Bolało go to. Był mężczyzną zarozumiałym, uwielbianym przez kobiety. Był obiektem wręcz pożądania kobiet. Tylko dlaczego jej nie interesował? Co takiego miał ten jak-mu-tam, czego on nie miał?! Jego duma, jego pewność siebie została zachwiana. Wystarczyło, by Kikyo raz nazwała go ofermą, nazwała go idiotą, głupcem, i innymi uroczymi epitetami, by on zaczął się załamywać. Bo nie był przyzwyczajony do tego, by ktoś mu czegoś odmawiał. Wychowany w dobrej rodzinie… cóż z tego, że rodzina go wygnała? Miał swój majątek. Poza tym w oczach kobiet mężczyzna wyrzucony z rodziny, niezależny był a, jakże ceniony niczym brylant. A teraz poszła sobie na jakąś idiotyczną misję. A Hatake poleciał za nią. Chikuscho! Dlaczego to nie on ją ratuje, tylko ten durny Hatake? Sięgnął po sake. Jego ręka lekko zadrżała, kiedy nalewał sobie alkoholu. Wszyscy się przez nią upijają, uśmiechnął się w duszy. Sake rozlało się po drewnianym stole. Zmarszczył brwi. Wziął kolejną butelkę. Znów zatrzęsła mu się ręka. Skrzypnięcie. Ujrzał kobietę.
-Myślałem już, że nie przyjdziesz. – powiedział upitym, szorstkim głosem. Kobieta spojrzała na niego zachęcająco, prowokująco. I Katsu Eijino spędził kolejną noc z kobietą, której nie znał.

Otai siedziała smutna. Nie kochał jej. Wiedziała, że jej nie kocha. Chiyo podeszła z kubkiem parującej herbaty.
-Otai-san?
-Siadaj.
-Tak?
-Muszę… go jakoś do mnie zachęcić…
-Wchodząc po kryjomu do jego domu, raczej pani go nie zachęci.
-Co?!
-Nie, nic.
-Tak więc… jak wróci… ty… masz zabić Kikyo.
-A… ale… ale ja mam tylko… tylko… piętnaście lat!
-Masz. To. Zrobić. – warknęła Otai. Nawet nie zauważyła jak przez twarz Chiyo przemknął złośliwy uśmiech.

-… zachowała się dokładnie, tak jak przewidziałeś.
-Doskonale.
-Kiedy wracają?
-Znaczy…?
-No, Kikyo i jej banda z Hagato.
-Nie wiem. Za jakieś jeden, dwa dni. Pokonali obu braci.
-Tak myślałam. – westchnął dziewczęcy głos.
-?
-Są do niczego.
-A jaką ty dałaś plamę?
-Sam Orochimaru-sama kazał mi tak zrobić! Miałam tylko zapoznać się z jej umiejętnościami! – głos dziewczyny przybrał na sile.
-No, już, już. Swoją drogą, jak im uciekłaś?
-Dali mi takich amatorów na wartę! Nawet nie zauważyli, kiedy wyszłam.
-Ale… uśpiłaś ich?
-Oczywiście. I dałam klony.
-Swoje? – upewnił się.
-Tak, moje.
-Czy Otai się już domyśla?
-Nie. Ona jest głupsza od buta. – prychnęła dziewczyna.
-Uważaj na siebie, Chiyo. Wiesz, ten cały Naruto, jego banda, Kakashi i Kikyo wbrew pozorom nie są tacy źli. Chyba wyślemy im jakichś zabójców, aby ich osłabić.
-Umiałabym ich sama pokonać! – krzyknęła zakapturzona postać.
-W to nie wątpię. Ale ich będzie…. Siedem.
-W porządku. – mruknęła niezadowolona.
-Uważaj na siebie, Chiyo.
-Tak jest, Kabuto-san.

------

Ponieważ to jest nudne jak diabli (gorsze niż wymioty! jak powiedział mój brat), dlatego dodaję jeszcze kawałek.

------

-O, CHOLERA, CHOLERA!
-…
-JA PIERDOLĘ, O, CHOLERA!!!!!! – jego spazmatyczne wrzaski zdenerwowały ją.
-Mógłbyś się zamknąć?! – i wtedy zauważyła, że jej ciało bezwładnie leżało w jego ciepłych, silnych i męskich ramionach. Zapadła cisza. Kikyo poczuła, że wbrew sobie zaczyna się rumienić. Poczuła jak krew zaczyna napływać i jej policzki przybierają cudowną barwę czerwieni. – Przepraszam. – odpowiedziała cicho. Ale Kakashi siedział cicho. Dlaczego jej nie puszczał? Dlaczego nie kazał jej się zamknąć? – Powiedz coś. – zażądała. Jego ramiona jeszcze mocniej ją objęły. I nagle nie wiedząc sama czemu, rozluźniła mięśnie, jej głowa bezwładnie leżała na jego ramieniu. I znowu, nie chcąc zaczęła czuć, jak mocno pragnie, by jej nigdy nie puszczał.
-Tak się bałem. – wychrypiał. Milczała. A w głębi duszy zaczynała się cieszyć. Zaczęło w niej przecież kiełkować pewne uczucie. – Tak się bałem.
-Kakashi… - jej miękki głos poruszył strunę w nim. Poczuł, jakby ktoś go dźgnął boleśnie w bok.
-Myślałem… że… że mi się nie uda… że… że już nigdy ciebie nie zobaczę żywej… - głos mu się załamał. I jej ramiona nieśmiało objęły go. Oboje mogli poczuć przyspieszające bicia swoich serc, myśląc, że to umysł zaczyna pleść figle.
-Kakashi…
-Przez moment…
-Kakashi… - powtórzyła po raz trzeci jego imię.
-… przez moment myślałem, że… - urwał głos. „… że chcę umrzeć razem z tobą.”
-… myślałeś, że?
-Nieważne. Jesteś cała? – nawet nie odsunął się, by ją zbadać. Nadal trzymali się w objęciach, modląc się, aby ta chwila nigdy się nie kończyła, aby była wieczna.
-Tak, chyba tak. – powiedziała cicho – A ty? Czy tobie nic nie jest?
-Mi? Dlaczego miałoby mi coś być? Przecież… ja nic nie robiłem.
-Ale mogłeś dostać szoku. Bo jeśli bałeś się, jak się nagle obudziłam… mogłeś wpaść w szok.
-Och. – nadal nie puszczali siebie.

-----

Ich hoffe ihr mag es.
A, założyłam sobie dA! Jestem dumna z siebie.

Ayaka

PS niech mi ktoś powie... u mnie się pojawia takie coś z Photobucket. Jak to cholerstwo skasować?!
PPS nie mówcie mi, że potrzebuję nowego szablonu...!


komentarze [21]

XXIII. >> piątek, 15 lutego 2008 15:37:34
Ayaka dodaje notkę!!! HA HA HA HA!
No i co, Juchise?! Widzisz?! Napisałam, napisałam! Dzisiaj właśnie robiłam ostatni przegląd, bo dzisiaj wyjeżdżam i tu?! Informacja od Juchise. No, to wchodzę, czytam i jestem pod wrażeniem (jak zwykle, po każdej Twojej notce).

Więc, dedykuję tę notkę Wielkiej i Wspaniałej Juchise.

PS Juchise... Ty się mnie nie słuchasz ostatni raz, tylko KOLEJNY.


- - - - - -


Kakashi patrzył na przerażoną Kikyo. Nie wiedziała, że to tylko iluzja. W jej oczach malował się ten sam strach jak wtedy, gdy dowiedziała się, że jej ojciec i matka umarli. o tym, że muszą oddzielić ją od Naruto. Chociaż nie. Jak powiedzieli jej, że ma zostać rozdzielona z bratem, niemalże rzuciła się na Sandaime. Trochę go to rozbawiło. Ale wtedy była wściekła. Tylko, kto wiedział, że kilka lat później, jak zda na jounina opuści wioskę?
-Hatake? - usłyszal jej drżący głos - Kakashi? - nie mógł odpowiedzieć. I tak by go nie usłyszała. A mimo to spróbował.
-Namikaze? - ale zero reakcji. Ale chyba drgnęła. Rozejrzała się uważnie. Chyba zaczynała powoli się uspakajać. - Namikaze. - powtórzył głośniej. Ale z tych braci idioci. Heh, nieudana iluzja.
-Hatake?!
-No, to ja.
-Ale ty… ale ty…
-Ale ja co?
-Ty… ty jesteś zemdlony. - powiedziała z dziecięcym uporem.
-I ty masz się za jounina? - ten sarkazm w jego głosie. Musiał trochę się z niej ponabijać. Zrobiła obrażoną minę - To tylko iluzja, Namikaze.
-Wiem, że to iluzja! - warknęła.
-To ciekawe, czemu stwierdziłaś, że jestem zemdlony. - mruknął pod nosem.
-Co tam mówisz?
-Nic, nic.
-Może nie jestem doskonałym shinobi, - zrobiła znaczącą pauzę - ale słuch mam nadal dość dobry, idioto.
-Nieważne.
-Wyjaśnisz mi teraz, co ty tu do jasnej cholery robisz?!
-Mieliśmy ci pomóc.
-Pomóc.
-Tak.
-Ale ja nie potrzebuję pomocy.
-Wiem. - zapadło dziwne milczenie.
-Nic nie wiesz. - powiedziała cicho. - Kto jest jeszcze?
-Uchiha, Nara, Aburame i… i Naruto.
-CO?!?!
-Zamknij się.
-ZABRAŁ… ZABRAŁEŚ… NARUTO?!?!? - ryknęła.
-Tak. I zanim znowu usłyszę twój uroczy głosik, pozwól mi to wyjaśnić. Oczywiście, ja nie muszę ci nic wyjaśniać, ale nie chcę, żeby ten twój Yuujiro i Akihito tu przyszli, jasne? - kiwnęła głową - Tsunade nam kazała. - powiedział niewyraźnym głosem.
-Aha.
-No.
-Wiesz, to dziwne rozmawiać z tobą i widzieć ciebie zemdlonego.
-Nie… nie przerwałaś iluzji?!
-Wiesz, to nie jest łatwe, kiedy jesteś słaby, a twoja chakra cały czas się z ciebie ulatnia. - skrzywiła się.
-Och.
-"Och". - zadrwiła. Znowu ta przeklęta cisza. - Nigdy nie myślałam, że nadejdzie chwila, kiedy poproszę ciebie o pomoc. - zamilkła - Masz jakiś plan?

Cisza.

-No masz, czy nie?!
-Jeśli nie widzisz, właśnie myślę.
-O, przepraszam. Wielki pan Hatake myśli.
-Zamknij się, dobrze? To nie ty musisz to wszystko robić. Siedzisz na tym swoim tyłku i...
-TO TY SIĘ ZAMKNIJ!
-Dobrze, ale jeśli ty się zamkniesz.
-Ta rozmowa prowadzi donikąd.
-No, nareszcie raczyłaś to zauważyć. - odpowiedział jadowitym głosem.
-A może zróbmy tak...
-Jak?
-Nie przerywaj mi!
-Ale sama się o to prosisz. - Imbecyl ma rację, zauważyła ponuro.
-Przerwij chakrę.
-Twoją? - spytał się głupio.
-Nie, wiesz - twoją!
-W porządku. Ja rozumiem, że ty masz okres i... - wyszczerzył się.
-HA... TA... KE!!!!
-No dobra, mów dalej. I wdech i wydech, Namikaze. Po jeszcze...
-Zamknij się! Więc przerwiesz MOJĄ chakrę.
-Przepraszam, że przerywam, Namikaze, ale... czy ty zdajesz sobie sprawę z konsekwencji?
-Wiesz, gdybym nie zdawała sobie sprawy... to bym ci tego nie proponowała, nieprawdaż? A poza tym - kto powiedział, że ja chcę umrzeć?
-Kontynuuj.
-Nie rozkazuj mi, Hatake.
-Na Trzeciego Hokage, jesteś gorsza niż...!
-No, kto?!
-Dobra, przepraszam. Pasuje?! - trochę ją to zdziwiło. Przep... przeprosił ją?!
-Mhm. - spuściła głowę.
-No, to co dalej? - spytał się takim dziwnym sztywnym głosem.
-Przepraszam.
-E... nic nie szkodzi. - powiedział zakłopotany.
-Głupio wyszło, prawda? - zamilkła - No, to pomyślałam sobie, że na pewno przez jakieś kilka sekund jeszcze będę żyć, po odcięciu chakry, prawda? - kiwnął głową - No, to zastanawiałam się... czy... czy mógłbyś mnie reanimować?

Cisza.

Reanimować? Poczuł nagle dziwne spięcie. Reanimacja? Jej? On... ma... reanimować JA?!
Przecież... chyba nie drogą usta-usta?!
-Ty przeklęty zboczeńcu! - jej głos wyrwał go ze stanu zamyślenia.
-Nie jestem zboczony! - oburzył się.
-Pewnie, że jesteś! - prychnęła - Myślałeś o reanimacji drogą usta-usta, tak?!
-Mhm. - mruknął coś niewyraźnie.
-Tak?!
-TAK!
-Wiedziałam. - była.. zadowolona?
-No, no... Namikaze! Czy ty przypadkiem nie pragniesz, żebym zrobił ci sztuczne oddychanie?
-Hatake! - warknęła ostrzegawczo, nie mogąc jednak zapobiec kwitnącym rumieńcom.
-Oj, nieładnie, nieładnie. A ja myślałem...
-Lepiej nie myśl, Hatake. - przerwała mu - To szkodzi męskim umysłom. - odcięła się. - A tak właściwie... to ty w ogóle umiesz reanimować?

Cisza.

-Tak jak myślałam. - westchnęła. - No, to najpierw musisz...

- - - -

-... zapamiętałeś? - zakręciło mu się w głowie. Co za głupie pytanie. Oczywiście, że nie - Najpierw udrożnienie dróg oddechowych. Potem sztuczne oddychanie, a na koniec masaż serca. Chociaż ja uważam, że powinieneś robić sztuczne oddychanie i masaż serca naraz.
-Po co?
-Wiesz, Hatake... kiedyś robiłam to wszystko po kolei i z moich rąk zginęło jedno dziecko. - wykrzywiła twarz w dziwnym grymasie.
-Och.
-"Och". - zakpiła - No, to zaczynajmy! - odpowiedziała dziwnie dziarskim głosem - Kakashi?
-Co?
-Wiesz, zastanawiam się, czy oszalałam.
-A czemu?
-Bo jesteś nieprzytomny i słyszę twój głos.
-Wiesz co, Kikyo?
-Co?
-Zaczynajmy.

- - - -

No, dobra. Przerwał te przeklęta nić. Przebił się przez ścianę. Dobiegł do niej. Udrożnienie dróg jakiśtam. Ostrożnie wsunął rękę pod jej kark i uniósł jej szyję. Przyłożył rękę do jej czoła. Drżącymi palcami nacisnął oba kąty żuchwy i przesunął do przodu. Cholera, nic się nie dzieje! Co robić?! No, do cholery - co robić?! Co Kikyo mówiła?! "...najprawdopodobniej to się nie uda, bo jestem za słaba..." Ok. No, to teraz sztuczne oddychanie. O mój Boże. O mój Bóże. Sztuczne oddychanie.

- - - - -

Zastanawiałam się, czy przerwać teraz. W sumie to byłoby piękne zakończenie żywota Wielkiej Córki Minato Namikaze, nieprawdaż? Śmierć w ramionach ukochanego. Uch. Kurczę. Ale on nie jest jej ukochanym. No dobra - śmierć w ramionach kolegi z dzieciństwa. Cholera. To nie brzmi romantycznie. Ołkej. Dopiszę dalej. Łaaaaaaa... no, i kto się cieszy?

- - - - -

Sztuczne oddychanie. Równie dobrze można by poprosić jego - Kakashi'ego Hatake o włożenie kostiumu baletnicy i odtańczenie kankana. Hmm... nawet nieźle. Jeśli uda mu się ją reanimować odtańczy go dla swoich fanek.
O, cholera.
Dlaczego on tak bardzo chce ją uratować?
A może by ją tu zostawić i samemu czmychnąć? odezwała się nieszlachetna strona jego duszy.
Nie, nie. To, że jej nie lubi nie znaczy, że chce jej śmierci. A poza tym obiecał. Obiecał, a on - Kakashi Hatake nie łamie obietnic. I dotrzymuje słowa.

- - - - -

Może najpierw zastosuje tę drugą metodę? "... istnieją dwie metody sztucznego oddychania. Ta bardziej powszechna i znana to metoda usta-usta. Ale jest też druga... erm... nieco dziwna, ale też dająca zadowalające efekty, usta-nos..." Hmm... usta-nos. Nie, to nie uśmiechało mu się. Dotykanie jego wargami jej nosa?! Nie, niemożliwe. Zdjął maskę. Jak trzeba, to trzeba.
Wziął głęboki oddech i przytknął usta do jej skóry. O, cholera. Ale ona ma gładką skórę. Jeszcze ciepłą. Jeszcze. No, ruszaj się idioto! Wdmuchał i odsunął się. W międzyczasie odsunął jej bluzkę i znalazł serce. Dobrze, że nosiła podkoszulek. Czuł się dziwnie dotykając jej piersi. Gdyby go Minato-sensei widział, zabiłby za molestowanie swojej córki... T.T Przyciskał mocno. Znowu wziął oddech i do jej nosa. Kurde, nie daje efektu. Zaraz zaczęła do niego docierać ponura rzeczywistość. O, nie. O nie. Dopóki on - Hatake Kakashi żyje, ona - Namikaze Kikyo też ma żyć! ... jeśli po czterech oddechach si się nie uda ci się mnie reanimować, przejdź do metody usta-usta jasne?" Jasne, jasne. Już się robi Namikaze-ojosan (panienko, panno, miss). Wziął głęboki oddech (nadal nie przestając jej uciskać) i zbliżył swoje usta do jej. O, cholera. Ale ona ma miękkie usta. O CZYM TY DO CHOLERY MYŚLISZ HATAKE, CO?! MASZ JĄ REANIMOWAĆ, BARANIE!
Zlituj się. Chill - jak to mówią Amerykanie. Nasz Kakashi dorasta. To normalne, że jego hormony dają sobie znać i chłopak nie może się powstrzymać.
Umiem się opanować!
Oburzył się. No i widzisz co narobiłeś, umyśle?
A kim ty właściwie jesteś?
Sercem, Kakashi, twoim sercem. Miałeś ją chłopcze, reanimować.
Jestem mężczyzną! I ją reanimuję, ale wy mi przeszkadzacie!
Okej, okej. Chodź umyśle. Idziemy stąd, nie chcą nas. Zostawiamy Kakashi'ego samego z jego nowo-pobudzonymi hormonami.
Kakashi otrząsnął się. Wziął po raz kolejny głęboki wdech i wpuścił powietrze do jej ust. No, dalej! WSTAWAJ! NO, DALEJ!

- - - - -

Błysk. Błysk i... zrobiło się ciemno.
Ciemno. Było ciemno i zimno. Kikyo drgnęła. Żyje? Nie żyje? Nagle usłyszała dziwny głos. Wstała. Była nadal w swoim ubraniu. Wielkie nieba, jak to dobrze. Odetchnęła.

Kikyo.

Kto to? Czy ma omamy? A może już do końca zwariowała?!?!

Kikyo. Nie bój się.

Taa, "nie bój się". Jasne. Zostajesz schwytana. Umierasz i znajdujesz się w jakimś Dziwoświecie i masz się NIE BAĆ?!

Uspokój się, kobieto. Wdech i wydech. Nie umarłaś.

To dobrze. Zaraz... nie umarłam?! No, to co ja tutaj robię?!

Nie wiem, jak ci to wyjaśnić.

Kim ty jesteś?

Nie pamiętasz swojej matki? Na wszystkich Hokage, ta młodzież jest taka... taka...!

Kaa-san?

Zabiję tego chłopca od Hatake. Tak rozkochać w sobie moją małą, śliczną córeczkę.

Nie jestem w nim zakochana!

Nie kłam matce w żywe oczy! Obserwuję ciebie odkąd umarłam.

Och.

"Och". W każdym razie... twój ojciec i ja...

Tou-san?!

Nie przerywaj mi!

Wiesz co, Kushi-chan?

Tou-san?!

Witaj, kochanie. Ale wyrosłaś! Jesteś już taka duża...

NIE NAZYWAJ MNIE TAK!

Ona ma całkowicie twój charakter. To drwiące "och" i ten uroczy wrzask "Nie przerywaj mi!". Daarin, uważam, że jesteś cała mama. Macie nawet takie same włosy! rozczulił się tatuś, nie ma co^^

Ale oczy masz po mnie. Tak jak Naruto.

Tou-san?

Ślicznie wyglądasz.

Mieliśmy jej coś pokazać. Właściwie - to ty chciałeś, Mi-kun.

Uwielbiam jak tak mnie nazywasz, kotku.

Czy ja zwariowałam?

Nie, daarin. Twój ojciec zwariował. W każdym razie... twój ojciec i ja chcieliśmy... chcieliśmy coś ci uświadomić, Kyo-chan.

Tak?

Patrz. (<- to znaczy, że oni razem powiedzieli dop.aut.)

- - - - -

Zobacz, Kikyo. Jemu chyba naprawdę na tobie zależy. Patrzyliśmy na jego zmagania tak długo i ojciec stwierdził, że to doskonały przykład na to, że jednak ten chłopiec od Hatake coś chyba do ciebie czuje. Chociaż to nie zmienia faktu, że rozkochał w sobie moją śliczną córeczkę.

Kushina, nie kłam. Wcale tego nie stwierdziłem. Ten idiota ma czelność dotykać ciała mojej córki...!
Tak bardzo się starał. Naprawdę nieźle mu to wychodziło.

Ale muszę przyznać, że skubaniec wyprzystojniał. Nie dziwię się, że moja mała Kikyo straciła dla niego głowę.

Czy powinienem czuć się zazdrosny?

Ależ skąd! Spójrz, Kikyo! Bez maski jest naprawdę... gorący.

Świetnie, mam napaloną matkę.

Kiedy to prawda! Wiesz, że jest niesamowicie przystojny, prawda Kyo-chan?
Kikyo nagle poczuła coś dziwnego. Brakło jej powietrza. Zaczęła się dusić.

O, wielkie nieba! Ona zaczyna wracać do siebie! Kushina rzuciła się w stronę córki z mężem. Przytulili ją. Trzy, dwa, jeden...

A teraz musisz mi jakoś wynagrodzić to, co powiedziałaś o Kakashi'm.

W jaki sposób? jej matka kokietuje jej ojca?!

Ty już wiesz jaki, Kushi-chan.

Minato, ona to słyszy!

No i co? Przecież chyba już wie, że dorośli robią TO, prawda? Czekaj, chyba, że ona nie wie, skąd się biorą dzieci?!

MINATO NAMIKAZE!!!!

Też ciebie kocham, Kushi-chan.

- - - - -

Kikyo kaszlnęła. Zaczęła kaszleć.
-Khe, khe, khe...
-O, CHOLERA!!!!

- - - - -

No, i jak się podobało? Wyszła mi niewyobrażalnie długa. I śmiertelnie nudna. Ale ja napisałam ją tak od razu, bez pomysłu. Dla Juchise.

Ayaka

PS strasznie nie chce mi się Was informować... dużo Was. Zróbmy inaczej. Wiem, że niektórym z Was na pewno się znudziło. Może nie skasuję od razu Waszych wpisów. Ale ten, kto jeszcze chce być informowany, ma mi się wpisać... no, nie wiem gdzie. Okej, pod tą notką, dobrze? Bo nie chce mi się informować kogoś, kto nie chce. Znaczy - rozumiem, że ktoś przeczyta i nie chce zostawić komentarza, bo nie. Oczywiście, powiem Wam o tym w komentarzu.

komentarze [24]

Któreśtam informacyje >> środa, 23 stycznia 2008 15:47:13
Do stu tysięcy piorunów!!!

Uwielbiam to przekleństwo. Z "Przeminęło z wiatrem".

Cholera.

DO DIABŁA, JA JESTRM TYLKO CHOOOORAAA! Chora. Przez wielkie "c". Zachorowałam dawno i siedzę na moim tyłku. Dzisiaj cichaczem dorwałam się do kompa i... er.... weszłam na mojego bloga z pamiętnikiem. A Sali mi pisze coś o skasowaniu bloga.

Pomyślałam sobie, że jakieś żarty, nie wiem, ktoś sobie jaja robi.

Wchodzę na bloga i... gówno. Cholera, wiecie, że matka mnie zabije, jeśli nie zobaczy mnie w łóżku?! T.T Nie ma mnie od nie-wiadomo-jak-długiego czasu i muszę, cholera wrócić do szkoły. Wszystko się sypie... i mam rolę w moim kółku teatralnym (SPEŁNIAM SIĘ ZAWODOWO) rolę Tytanii i Hermii. Co zabawne, Hermia nic a nic nie mówi, a Tytania ma cztery króciusieńkie linijki tekstu, tj. profeszional nejm - wersy. Mam 4 wersy^^. A w piątek wystawiamy nasze jasłeka (HA, WSPANIAŁE WYCZUCIE CZASU!) i ja muszę być zdrowa na piątek. Więc powinnam leżeć, a siedzę przed kompem. Cholera. Skończyły mi się chusteczki. T.T a jeszcze łzawię od gapienia się w ekran. Niech mnie ktoś przytuli!

E, żartuję.

Mam nadzieję, że wiecie.

Cóż, Ayaka ma wyrafinowane poczucie humoru. A teraz... dodaję tę żałosną notkę i zaraz lecę sprawdzić coście za nowości napisali, bo na bank mam zaległości.

Dzięki ci, o Zeusie (apostrofa) i Hero (apostrofa no. 2), że jest coś takiego jak bank, do którego trzeba iść. I moja mama poszła.

Niech mi ktoś powie i ulży w cierpieniu... gdzie można dostać ten idiotyczny "Conqueror of Shamballa"? Szukam od dłuższego czasu i szlag trafił moje poszukiwania.

A jednak nic mnie nie ominęło. Hło, hło, hło....
Nic nie umknie Wielkiej Ayace!!!
A więc, ja jak napisałam, czekam na aikoi, ireth, hatake, Vidię.
Zawsze i niezmiennie trwam w swoim postanowieniu.
Łał. Ale to zabrzmiało^^.

Heh, wiecie co? Nie wiem ile z Was mieszka w Warszawie, ale ja tu mieszkam (hmm... co za informacja. Czy istnieje szansa żebyście mnie odnaleźli? Nie wyróżniam się wyglądem. A więc, powiadam Wam, moi Czytelnicy, że umyślnie podałam Wam jakże ważną informacyję o miejscu mojego pobytu. Kurde, chyba wdaję się w Armstronga. Niedobrze, niedobrze. Chociaż... zaprawdę, cudowna jest sztuka retoryki przekazywana z pokolenia na pokolenie w rodzinie Armstrongów! ^^XD. Wątpię, żebyście zrozumieli, ale chyba jest na sali chociaż jeden fan FMA, co?). I wczoraj padał taaaaakiiii śnieg (za oknem było diabli biało), jaki nigdy tej zimy nie oglądałam. Dotąd. A dzisiaj rano - budzą mnie promienie słońca. I znowu jest ciemno. Ech, okrutna jest tego roku zima.

Całkowicie mi odbija.

Ale się rozpisałam.

Życzę miłogo dnia, monsieurs, mesdames, madmoiselles.
komentarze [7]

XXII. >> wtorek, 4 grudnia 2007 21:38:37
Więc, jutro nie będę miała etyki z PSEUDOINTELIGENTNYM etykiem, bo idę na próbę jasełek.... sugoi!! I dlatego, chcę Wam dzisiaj dodać notkę.

Mam nadzieję, że się spodoba.

Ewentualnie ją skasuję ^^.

Dla Juchise
Dla Willry
Dla Gwina

Uwaga!
Jeśli na:
shinobi-z-konohy.mylog.pl
salimanklain.mylog.pl
hatake.mylog.pl
sasuke-naruto-sakura.mylog.pl
natalaxd.mylog.pl
ireth-konoha.mylog.pl
aikoi.mylog.pl
NIE POJAWIĄ SIĘ NOWE NOTKI, OSTRZEGAM, ŻE NA TEN CZAS PLUS JEDEN TYDZIEŃ U MNIE NOWEJ NOTKI TEŻ NIE BĘDZIE (no widzicie, jaka jestem grzeczna? Bo chciałam już go (tj. blog) zawiesić!)

Aha, Mya, proszę, wpisz mi się do Księgi. Próśb w komentarzach NIE AKCEPTUJĘ.

- - - - -

-Jak to... dziwnie? - zapytała się Kurenai.
-Nie zauważyliście tego?! - zdziwił się Maito.
-Wiesz, Gai... WSZYSCY TO ZAUWAŻYLI. - warknął Asuma. Podniósł do ust papierosa. Tylko świdrujące spojrzenie Yuuhi go powstrzymało.
-Jak to?! I nikt mnie o tym nie poinformował?! - ryknał rozjuszony Gai - Mnie?!
-Hai, ciebie. - westchnęła z irytacją Kurenai.
-Kedo... kedo sa... MNIE?! Mnie, najlepszego shin...!
-URUSAI! - wrzasnęli wszyscy shinobi znajdujący się w sali.

- - - - -

Jeśli się nie da przez normalne wejście, musi być inne. Tutaj! Ten idiota, Yuujiro wyszedł z dworu zostawiając właściwe drzwi otwarte! Zaraz, to może być pułaplka.
Brawo, Hatake!
No, nie! Znowu ty?!
Znowu ja!
Czego chcesz?!
Jako twój rozsądek... mniemam, że powinieneś użyć tego jutsu podglądania.
Masz rację! Chwileczka. Czy TY ABY PRZYPADKIEM NIE NABIJASZ SIĘ ZE MNIE?!
Nieeee, skądże!
Uch... a już myślałem.
I za to go kocham^^.

Hatake rozejrzał się. Jest! Widok! Tu są strażnicy. Muszę...
-Rozproszenie! - (to samo, co w anime: Dispel!) i to był właściwy krok. Był w środku lasu. No, to gdzie to cholerstwo jest?! Gdzie ta idiotka jest?! Rozejrzał się. Muszę być czujny. Muszę być...!

- - - - -

Uciekać. Uciekać. Tylko to słowo istniało w umyśle Shikamaru. Nie dawali rady. Nawet Sasuke. Phi! "Nawet"?! Dlaczego użył tego słowa?! Wcale nie jestem gorszy! Zdziwił się. Po raz pierwszy zachował się podobnie do... do... Naruto! Do tego głupka! I zrobiło mu się dziwnie. Wszyscy ciągle go wyśmiewali. Nikt go nie zaakceptował. Tylko Jiraiya. Tylko Sakura. Tylko Tsunade. Tylko Iruka. Tylko?! Aż tyle osób?! Idiota za mnie. Dlaczego my go tak traktujemy?! To Naruto wykiwał tego jak-mu-tam... Yuujiro. To on teraz z nim walczył. Widział jak w spowolnionym tempie (sloł mołszyn^^) Naruto upada. Upada. I dziwnie, i on, i Shino, i nawet Sasuke (!) mimo ran odniesionych w walce, ruszyli mu na pomoc.

- - - - -

Właśnie to zrobił. Stanął w obronie tego idioty z wioski. Stanął w obronie Naruto. Pamiętał jak przez mgłę misję, na k†órej zaczął się śmiać. Jak przez mgłę misję z Bikouchuu. Nigdy nie traktował go poważnie. Nigdy. To dlaczego Naruto obchodzi się z nim inaczej? Po co, wtedy, kiedy Yuujiro miał mu zadać ostateczny cios, on powstrzymał jego rękę? No, Naruto raczej może nie pragnął jego śmierci, ale... coś mu podpowiadało, że Naruto nie obronił go z powodu tego, że był z wioski. Coś mu mówiło, że Naruto naprawdę ich wszystkich lubi. Tak na poważnie. Może jest hałaśliwy i może bez przerwy ma idiotyczne odzwyki, ale lubi wszystkich. Jeszcze nie było osoby, którą by znienawidził. No, może oprócz Orochimaru, ale to inna sprawa. I coś mu przemknęło przez myśl. Że on też był odtrącony. I, że go nikt nie lubił. A Naruto... no, i może Kiba i Hinata byli dla niego wyjątkowi. Zawsze czuł się samotny. I nawet nie zauważył, jak zrozumiał Naruto. Zrozumiał, to co on czuł.

- - - - -

Idiota! Co za pomysł odpychać ich i samemu iść na Yuujiro?! No, to trzeba być Naruto. Trzeba być nim. Pfech... Bakka. Spojrzał z pogardą na leżącego na ziemi zemdlałego Naruto. Jakoś jego widok go uspakajał. Naruto był pierwszą osobą, która mu powiedziała, że mu na nim zależy. Pamiętał... "a ty, Sasuke... jesteś dla mnie jak brat...!" Pamiętał. I to bardzo wyrażnie.

- - - - -

Obudził się. Ten! Ten..! Aki-cośtam go pokonał! Jego, wielkiego Kakashi Hatake! Leżał na ziemi. W celi. Prychnął zairytowany. Co za prymityw! Wstał i stuknął ścianę. Ach! Przeładowana chakrą. Ciekawe czyją. Zauważył dziwny sznur. Nie, nie sznur! To była... chakra! Chakra upadająca do sąsiedniej celi. To na pewno nie żaden wróg, bo nikt nie byłby taki głupi. Chyba, że Kikyo. O, nie! Tylko nie ona. Tylko nie ta idiotka!
-Jak się domyślasz, celę ochrania chakra Kikyo. I jak spróbujesz ją przerwać, to ona umrze. - siedział cicho. Warto wszystko wybadać - Jesteś uparty. Ale ja wiem. Ja wiem! Tobie zależy na tej idiotce. - tylko on, Kakashi miał prawo ją tak nazywać! - Na tej kokietce. Uwiodła Yuujiro.
-?!
-Zdziwiony? Mogło nawet dojść do ślubu! - roześmiał się paskudnie - I wtedy Kikyo nazywałaby się Hagato, a nie Namikaze. A może... chciałbyś, by nosiła nazwisko Hatake?
-Urusai. - warknął.
-A może... chcesz ją zobaczyć? - machnął ręką. Mur zniknęął. Powstała za to niewidzialna ściana składająca się z chakry. A na ziemi leżała nieprzytomna Kikyo.
-Chikuscho! - syknął.

- - - - -

-Wstawaj. - kto? Co? Co... co ona tu robi?! Nie była przypadkiem w makiecie? A może to jakaś kolejna pułapka? Otworzyła oczy i wstała. Z zdziwieniem zauważyła, że jest w celi. W drzwiach stał Akihito. Roześmiał się paskudnie. Rozejrzała się przerażona. A na ziemi leżał nieprzytomny Kakashi. Co on tu do cholery robi?!

- - - - -

To na tyle. Moja matka ogląda teraz straszny film. Intrygi, intrygi i intrygi. Teściowa nie cierpi synowej. Co za zołza. Pfech. Aż mam zły humor. I przerwałam w momencie idiotycznym, ponieważ dla Was będzie niezrozumiały, ale jestem wściekła na tą teściowa. Niesamowita kobieta. Normalnie Madame Du Barry XXI wieku!

Dam Wam dzisiaj filmik, który pokochałam. Po prostu... excellent!
[link]

Ayaka

komentarze [30]

Minato and Kushina >> niedziela, 2 grudnia 2007 17:46:01
Mam okropnego doła. Po prostu - oglądałam taki film z Jennifer Aniston i po prostu... zaraz popadnę w depresję. Chociaż nie. Aż tak źle, to chyba nie jest. Po prostu - muszę sobie poprawić humor. I dlatego... jak macie w tytule, będzie to opowiadanie o rodzicach Naruto. Ponieważ, uważam, że nie wszyscy będą chcieli być o tym informowani, to jeśli się Wam spodoba, wpiszcie mi, czy i o tym chcecie być informowani.
Jak się domyślacie, będę to kontynuować. Czasem będą to one-shooty, a czasem będzie się ciągnęło i miało między soba związek.
Zatem, zapraszam. Przypominam, że w poprzedniej notce (tej, o której Was poinformowałam) są kody do szablonu.

Aha, do Naomi. Słuchaj, w poprzedniej notce są kody.

Ad rem, zapraszam.

PS zapomniałam - to będzie po angielsku. Mam manię na punkcie tego języka, w sensie nie nauki, a po prostu języka. Zdarzało się Wam myśleć po angielsku?! Mi tak. Ale mój "ęgilski" nie jest doskonały, więc czasem będzie po polsku.


- - - - -

-Kushiiinaaaa! - he shouted. She looked out the window. So, he is still here - KUSHINA! - is he saying her name... fifth time? Oh, gods. Can he just leave her alone?! - KUSHINA! - wait. His voice was louder. Is he getting near her office?! No, that can't be - KUSHINA! - Ok. He is infront of her doors - KU-SHI-NA! - he rushed in.
-Nani?
-So... - he was dirty, tattered and smiling towards her - So, I wanna invite you.
-For what?
-For a walk.
-Damn idiot.
-I'll pretend that I didn't hear it.
-Good.
-Why are you so tough?!
-I'm not acting, Namikaze-san.
-Yes, you are. Ane I told you hundred times that I don't wanna hear NAMIKAZE-SAN.
-Really? - she scoffed.
-Yes, REALLY. - he cointinued dauntlessly - I want you to call me Minato, got it... Kushi-chan?!
-Anata wa... - she wyskoczyła zza biurka. She was dithering.
-Boku?
-STOP CALLING ME KUSHI-CHAN! - she rushed at him, her fists flew to his nose - Eeeh?! - he caught her hand.
-Still too slow, aren't ya? - he whispered to her ear, while holding her.
-You damn...!
-Shhh...
-Let me go!!
-Would ya listen to me?! Let's make a deal. I will stop calling you Kushi-chan and you'll just call me Minato, ok... Kushi-chan?
-Ok... Minato-san. - she whispered softly. Minato felt strange.

Oh, gods. She's really making me crazy. thought Minato.

-Good, Kushina. Then... will you go with me for a walk?
-When?
-Now.
-Oh, Nam... I mean, Minato-san, I have work. Will you come... after work?
-As you wish, m'lady. - he bowed and disappeared in volumes (kłęby dymu). Kushina felt weird. What was that stupid feeling when he hugged her?! And why, the hell she wanted him to don't let her go?! Why?!

- - - - -

Let's take a breath. She looked around. Noone here. Good. She went out by other exit. So, now you've gotta just quietly return home...
-Eeeh?! - somebody's behind her!
-Doko-ni ikimasu ka? - (where are you going?) his arms embraced her. He's mouth were innocently touching her ear making her blush.
-Umm... let's me see... nowhere? - she said. He laughed - What's so funny?!
-You know, Kushina... I know that you're afraid of me. And you like me. Don't deny it.
-But, that's true. I do not like you.
-Of course you do.
-Of course I'm not.
-Of course you do.
-I said I'm no...?! Naaani?! - he spinned her, so he could see her face.
-Now. Look at me. - he ordered. She looked down - I said, look at me. - he repeated.
-N... Iie. - (no)
-Kushina... - he said softly - Onegai shimasu, look at me. - she reared. Her beautiful eyes met his gaze.
-So, I looked at you. - she said quietly.
-And now... Kushina... tell me... if you don't like me. - his voice was trembling.
-I don't like you. - she said, but she sinked (spuścić głowę).
-I'll repeat... look at me. - he said softly - And now... while looking into my eyes, tell me that you don't like me.
-I... I can't.
-You can't do what?
-You know. - she said angrily.
-No, I don't. Tell me.
-I can't... tell... you... I don't like you...
-So, you like me!
-No, I don't!
-Yes, you do!
-No, I don't...
-So, you don't like me? - he was... sad?! He was sad jusy because SHE doesn't like him?!
-No, no, it's not like that!
-So, how is it? - why his voice was making her crazy?! Making her wanna go and... hug him?! Making her want to scream "Go on, and kiss me!". Damn idiot.
-So... - she said stammering.
-So?
-Ano... Oh, damn it! - she shouted and rescued from his arms.
-Nani?!
-Oh, gods... - she was walking from one place to another, repeating - Chikuscho, chikuscho, chikuscho!
-What's the matter?
-I CAN'T TELL YOU THAT I DON'T LIKE YOU, GOT IT?! - she screamed and looked at him angrily. Why, the hell his smile was making her feeling hot? Why, when he was glaring at her she was getting nervous?!
-Kushina... - he said gently, pulling her to him.
-?! - his face was coming along her face - What are you doin'?! - his sweet lips touched hers. Suddenly, the whole world disappeared. She felt weak. Her body was like a doll. From now, she realized that she would do anything he would ask. He would order. Anything. She realized, that he's making her going crazy. That this damn and stupid idiot is making her nearly swoon. She felt the sweet taste of his lips. She even gave back his kiss!

Mate! What am I doing?!

PLASK! She slapped him.
-What are you thinking?! What do you think, you're doing?! - she cried.
-Umm... I just kissed you and I think that... you liked it.
-NO, I DIDN'T! - she wanted to hit him one more time, but he caought her hand. She felt his lips touching her ear.
-Yes, you do. And you know it. - he whispered. And he bounced.
-?! - he stood buttock to her
-Kushina... You must be mine. And one day you WILL be mine. One day, you WILL become MY wife. - and he walked away.

- - - - -

Draństwo. Ale ostatnia wypowiedż Mi-kuna mi się najbardziej spodobała z mojego opowiadania^^.

Aha, nie musicie komentować. Bo, opublikowałam tę notkę tylko i wyłącznie dlatego, że musiałam coś z tym zrobić, nie mogło tak ciągle gnić w moim komputerze.

Ayaka
komentarze [10]




By Madleaine
"The rising fighting spirit" - Toshiro Masuda

Ja


Chcesz dowiedzieć się kim jestem? A może zaprzyjaźnić?

Inni

Takich jak Ty było tu już . Przychodzili, odchodzili, niektórzy zapisali się w mej pamięci, a inni nie. Czy Ciebie nie zapomnę?

Przyjaciele

shinobi-z-konohysasusakulollipopssasuke-naruto-sakuraaeternus-noctisonly-itnatalaxd

Przeszłość

2007
kwiecień (4)
maj (7)
czerwiec (3)
lipiec (3)
sierpien (4)
wrzesień (6)
listopad (4)
grudzień (2)

2008
styczeń (1)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (3)
czerwiec (3)
sierpien (1)
wrzesień (2)
listopad (1)

Wygląd

Zrobiła Juchise, używając obrazka autorstwa Baiser i programu Photoshop CS2 oraz kED, tylko i wyłącznie dla Ayaki.

Nie tykać!